środa, 27 marca 2013

Telefonowy miszmasz #6

Witam gorąco po kolejnej nieplanowanej przerwie! :))
Myślę, że najlepiej rozpocząć pisanie postów na nowo - telefonowym miszmaszem.
Zapraszam więc do oglądania! (z przymrużeniem oka ;))

Znajdą się tutaj nowości podkładowe Alverde oraz moja nowa lakierowa miłość P2. :)

Megi alias Goofy happy, gdy tylko dla samej siebie kupiłam sobie sushi i się rozkoszowałam cały wieczór! :D Trzeba się rozpieszczać! ;)
Dalej ulubiony rozświetlacz mojej mamusi, czyli Wibo. :)
Żywa dekoracja na nadchodzące święta&wiosnę w berlińskiej galerii oraz jeden z ulubionych, świeżo wyciśniętych soczków, czyli buraczkowo-marchewkowo-jabłkowy. :D
S-Bahn od wewnątrz, spotkanie ze Sweety w Berlinie. :)
Oraz jagodowy potwór, czyli Megi po testowaniu maseczki różanej Hesh'a, która zmienia kolor na pysznie jagodowy gdy zmieszamy ją z mlekiem. :D



Całuję i pozdrawiam cieplutko! :*
pa pa
megi

niedziela, 10 marca 2013

BUBEL! Henna na rzęsy


Dzisiaj pragnę się z Wami podzielić ogromnym rozczarowaniem. Chciałam ostatnio przed wylotem do Krakowa zrobić sobie hennę na rzęsy sama w domu. Zwykle nie robię jej wcale, u kosmetyczki raz na kilka lat, jak mnie coś natchnie. ;)
Kupiłam więc czarną hennę Rival de Loop z Rossmanna. Niby wszystko miało być pięknie, sama henna jest bez utleniacza, co jest super, są dołączone również wszystkie nam potrzebne produkty. Teoretycznie powinno się więc sprawdzić. :)


Jednak to, co stało się z moim rzęsami w praktyce, to po prostu horror!
Przy pierwszym kontakcie strasznie mnie piekło, więc zmyłam szybciutko i już drugi raz byłam baaaaardzo ostrożna i trzymałam się z dala (na ile to możliwe ;)) od nasady rzęs.
Sama aplikacja była na początku trudna, według mnie te naklejki są do niczego. Podłożyłam sobie więc chusteczkę higieniczną pod rzęsy i tak ją trzymałam. Cały ten proces trwa zaledwie 1,5 minuty, po czym robimy drugie oko.
Po zmyciu zauważyłam, że rzęsy nie są wcale czarne, a jedynie lekko szare.
Najgorsza jednak rzecz, to taka, że na waciku i na policzku miałam rzęsy. Po prostu mi wypadły i to nie jedna, czy dwie, ale po kilka w jednym oku, co objawia się aktualnymi przerwami między rzęsami. :(
Więc produkt ten niestety wyląduje w koszu, a ja teraz nie wiem, czy jest jakiś sens szukać jakiegoś zamiennika...trochę się boję. Chyba nie pozostaje mi nic innego, jak udać się do mojej kosmetyczki przy okazji pobytu na Dolnym Śląsku, jeśli ponownie będę miała ochotę na coś takiego. Tam przynajmniej wiem, że rzęsy mi nie wypadają, a henna jest tak czarna jak smoła, tak jak lubię. ;))

Macie doświadczenia w robieniu sobie henny w domu? Znacie może sprawdzone produkty?

Pozdrawiam ciepło.
pa pa :*
megi

sobota, 9 marca 2013

Fanpage

żródło

Po półtora roku kręcenia filmików i prawie roku blogowania, odważyłam się założyć "fanpage'a"! :D
Mam nadzieję, że tym sposobem łatwiej i szybciej mi będzie skontaktować się z Wami. 
Poczty na Youtube trudno mi ogarnąć, nie mogę nadrobić zaległości. A na facebooku jednak możemy sobie pomagać nawzajem. :)
Więc będzie mi miło, jak będziemy tam również w kontakcie. :))
Link jest tutaj tuż po lewej.

Całuję :*
pa pa
megi

piątek, 8 marca 2013

Telefonowy miszmasz #5

Witam Was serdecznie po przerwie! :**
Dziękuję wszystkim, którzy trzymali mi kciuki, doleciałam cała i zdrowa w obie strony, pełna nowych wrażeń oraz doświadczeń. :)) Zapraszam Was na telefonowy miszmasz z ostatniego czasu.
Na zdjęciach uwieczniłam najpierw podróż pociągiem regionalnym do Berlina, wierzę telewizyjną w Berlinie, berliński starszy model S-Bahn, mój posiłek na lotnisku oraz sam malutki samolot, którym leciałam. Rozpoczęłam również testy indyjskich maseczek, tutaj akurat z płatków róży. *cudo*
Dalej mój widok z samolotu na Berlin oraz moment przekraczania granicy z Polską nad piękną Odrą... 



...Kraków nocą, wieczory przy kominku, wernisaż malarza Grzegorza Steca, którego obrazy zrobiły na mnie duże wrażenie. Miałam chwilkę, w której mogłam z nim o nich porozmawiać i faktycznie niektóre z nich mu się po prostu w nocy przyśniły. :)) Do tego był wspaniały podkład muzyczny w wykonaniu Jakuba Zielina, który napisał kilka utworów do obrazów Steca.
Dalej stok w Spytkowicach, na którym w jeden dzień na reszcie nauczyłam się zjeżdżać normalnie na snowboardzie, czyli zarówno przodem, jak i tyłem oraz sterować, w którą stroną chcę jechać. :D
Jeszcze brakuje mi tylko nauczyć się skręcać z tyłu do przodu i odwrotnie, tutaj nie obyło się bez upadków i znowu wyglądam jak ofiara przemocy domowej. ;))
Na wieczór pojechałam do Zakopanego podziwiać widoki oraz coś zjeść po męczącym zjeździe na desce.
A potem niestety musiałam już wrócić i widząc Berlin nocą z lotu ptaka z kołem na przodzie, poczułam się niesamowicie surrealistycznie.


Teraz czekam do Świąt Wielkiej Nocy, aby może po raz ostatni wybrać się gdzieś za granicę na Snowboard, a do Krakowa i okolic zawitam może ponownie latem. Już się nie mogę doczekać. :))

Życzę Wszystkim miłego dnia i przesyłam każdej z Was z osobna dużego buziaka! :*****

pa pa :)
megi

weltkarte