czwartek, 31 stycznia 2013

Babuszka Agafii - seria do lat 35

Nadeszła pora, abym w końcu zrecenzowała szybciutko serię do lat 35 babuszki Agafii. Mam z tej serii serum, krem na noc oraz maseczkę. Wszystkie produkty mam już od grudnia, a jakoś nie mogłam zabrać się za recenzję, bo tak naprawdę nie wiedziałam, co napisać. Wszystkie produkty są dobre, może ja stałam się wybredniejsza. ;)


Wszystkie te produkty kosztują w granicach dwudziestu kilku złotych, są dostępne np. na kalinie lub bioarp.pl. Mają za zadanie odżywić, nawilżyć oraz ograniczyć przedwczesne starzenie się skóry.
Składy są przepiękne, dlatego też po wielu latach bez kremu, zdecydowałam się na próbę kremu na noc tej serii. :) Bazują na wyciągach z róży daurskiej, maliny i wielu innych oraz różnych olejach.

serum, maska, krem
Na początku byłam rozczarowana z każdego produktu! Dobry początek, prawda? :D
Serum miało dziwną, mleczną konsystencję, krem na noc nie był wystarczająco odżywczy, a maseczka pachniała starodawnymi mydłami. Jednak z czasem polubiłam się z tymi produktami. :)

Serum:
*ma lekką konsystencję
*przyjemny zapach
*dobrze się rozprowadza
*tonizuje i odświeża
*delikatnie napina i nawilża

Dla mnie mogłoby być bardziej odżywcze lub zamiast tego - dodatkowo rozjaśniające. Ja koniecznie muszę po serum nałożyć coś jeszcze, bo inaczej moja skóra jest trochę napięta i woła pić. ;)
Ale codziennie rano po niego z chęcią sięgałam, wiedząc, że jedynie odświeży moją cerę, nie robiąc wielkiego 'wow'. To jest takie lekkie, przyjemne serum na każdy dzień, nie ukierunkowane na jakieś szczególne zadanie oprócz tonizowania.

Krem na noc:
Wybrałam właśnie ten, ponieważ myślałam, że krem na noc jest zawsze bardziej odżywczy i treściwszy niż krem na dzień.
Jednak u mnie sprawdził się najlepiej jako baza pod makijaż, ponieważ dla mnie jest zbyt lekki. ;)
Ma przyjemny, delikatny zapach, miłą konsystencję i wchłania się migiem.
Makijaż trzyma się bardzo dobrze na nim i właśnie ten krem nałożony po serum sprawdza się u mnie w tym połączeniu najlepiej. Twarz jest wtedy nawilżona, ale jednocześnie zmatowiona. Ten krem moim zdaniem jest lekkim kremem na dzień, który pozostawia twarz aksamitnie matową. Jednak od kremu na noc oczekuję mocnego odżywienia, a nie matowienia. Po prostu nazwa dla mnie jest nieadekwatna do działania. Nie mniej jednak na dzień przyjemnie mi go się używało. Latem byłby chyba najlepszym wyborem na upalne noce. :)

Maseczka:
Maseczka jako pierwsze ma intensywny zapach. Nie jest straszny, ale wolałabym żeby pachniała delikatniej, tak jak poprzednie produkty.
Maseczkę tę stosowałam na początku tak jak producent opisuje, czyli zmywałam po kilkunastu minutach. Potem jednak zostawiałam ją na noc aż do rana. Maska również moim zdaniem nie jest treściwa. Jest delikatna w działaniu. Nie jest bardzo odżywcza czy naprawcza. Ot taka lekka, pielęgnacyjna.

od lewej: krem, maska, serum
Wydaję mi się, że ja jestem po tylu latach po prostu już bardzo przyzwyczajona do tłustych, ciężkich konsystencji i trudno jest mi ocenić te lekkie produkty.
Cała ta seria jest właśnie bardzo lekka, bardziej ukierunkowana na matowienie, choć z wypryskami sobie nie poradziła w moim przypadku (cera od dłuższego czasu strasznie mi się buntuje), mimo że składniki są niby bakteriobójcze, antyseptyczne itp. 
Niemniej jednak mogę sobie wyobrazić, że kiedyś serum i krem zagoszczą u mnie ponownie. Pożyjemy, zobaczymy. ;)
Myślę, że ogólnie mówiąc, ta seria do 35 lat będzie najlepsza dla 20-latek.

A ja ciekawa jestem serii 35-50 lat..wydaję mi się, że tam olejki są wyżej w składzie i może będzie z racji tego bardziej treściwa? Jak myślicie?
Dajcie znać, jakie jest Wasze zdanie na temat tej serii lub tej innej, jeśli próbowałyście.

Pozdrawiam ciepło.
pa pa :*
megi

poniedziałek, 28 stycznia 2013

Rosyjska serowo-czosnkowa "sałatka" oraz fingerfood z jej udziałem

Dzisiaj zapraszam wszystkich miłośników czosnku oraz  żółtego sera na prosty przepis na pyszną "sałatkę". Sałatka w cudzysłowiu, ponieważ dla mnie to jest bardziej smarowidło, ale moi ruscy znajomi wszyscy na to mówią sałatka. ;)
Nadaje się na wszelakie domowe imprezy, na których serwujemy przeróżne przystawki. Smakuje przepysznie na świeżej bagietce oraz niżej w formie fingerfood z surimi. Tę wersję po raz pierwszy jadłam właśnie niedawno na Sylwestra.

Potrzebujemy:

*żółtego sera, najlepiej młodej goudy
*czosnek
*Crème fraîche oraz majonez
*pieprz i sól


Ser trzemy na tarce, czasem trę na dużych oczkach jak tutaj na zdjęciach lub na mniejszych, wyciskamy duży ząbek czosnku, dodajemy crème fraîche oraz mniej majonezu i doprawiamy (sól dodajemy oszczędnie). Moi znajomi robią ją zazwyczaj tylko z majonezem, ja wolę zdecydowanie mieszać z crème fraîche lub jeśli nie mam to chociaż z odrobiną gęstej, kwaśnej śmietany.
Wszystko rozgniatamy widelcem do uzyskania gęstej papki. Et voilà! :)


A do zrobienia fingerfood z jej udziałem, potrzebujemy zaledwie surimi. Takie, które da się rozwinąć na cieńki placek. Tutaj trzeba popatrzeć w sklepie, czy jest zawinięte w rulonik czy jest w całości, bo takie pałeczki surimi też są.

Po prostu smarujemy naszą serową pastę na surimi i zwijamy w rulonik i nasza przepyszna zakąska jest gotowa. :))


Gorąco polecam! :))

pa pa :*
megi

niedziela, 27 stycznia 2013

Telefonowy miszmasz #4

Dzisiaj zapraszam na kolejny telefonowy miszmasz z minionego ostatniego czasu. Znajdzie się tutaj trochę jedzenia, aktualna książka, porównywanie glinek dla filmiku oraz czystej przyjemności. :D
Kuschelzeit (czas przytulania) z Julcią, którą dostałam jako dodatek na urodziny w grudniu, próba nowego oświetlenia oraz zima, która dopadła moją szybę w samochodzie znienacka. Zapraszam! :))


Życzę wszystkim miłego tygodnia! :)

pa pa :*
megi

czwartek, 24 stycznia 2013

Niemiecki ptyś

Dzisiaj pozostanę w temacie kulinarnym i pokażę Wam moją ulubioną słodycz z niemieckiej piekarni.
Jeśli chodzi o pączki, to żaden inny nie przebije naszych polskich. :D Na co dzień uwielbiam pączki z polskiego Lidla, mogłabym jeść je codziennie i trochę za często sobie na nie pozwalam. :)) Uwielbiam pączki od małego! :)
Już nie mogę się doczekać tłustego czwartku! Jak dobrze, że to już niedługo! :D

Ale w niemieckich piekarniach dostaniemy coś, co jest moim faworytem wśród tutejszych słodkości.


Jest to niemiecki ptyś. Nie ma niestety innego przetłumaczenia, bo to tak naprawdę z ptysiem niewiele ma wspólnego. Po niemiecku jest to Spritzkuchen. Czyli takie ciasto wyciskane z lukrem. Nie wszystkie piekarnie robią tak samo dobre ciasto, ale jak mam okazję to kupuję zawsze w Schäfer's, bo to ciacho tam jest przepyszne i wyjątkowo duże. :D


Spritzkuchen to nic innego jak wyciskany krążek z ciasta parzonego. Dzięki temu jest bardzo mięciutki, lekki i rozpływa się w ustach. Niestety zbyt szybko się go pochłania. :D


Jeśli będzie mieć kiedyś okazję je spróbować, to nawet nie zastanawiajcie się nad tym, tylko delektujcie. ;)

pa pa :*
megi

środa, 23 stycznia 2013

Pyszna sałatka z ciecierzycy

Ostatnio wymyśliłam sobie 'sprzątając lodówkę' pyszną sałatkę, która tak mi posmakowała, że od tego czasu zrobiłam ją już parę razy. :))
Jest do tego banalnie prosta i gotowa w 5 minut. ;)
Czego potrzebujemy?

*puszkę ciecierzycy
*awokado
*paprykę grillowaną w słoiku
*pomidorki koktajlowe
*cebulkę
*sól, pieprz
*biały ocet balsamiczny
*oliwa

Ciecierzycę płuczę pod wodą, resztę składników kroję na mniejsze kawałki. Awokado skraplam sokiem z cytryny, żeby nie zrobiło się brązowe.

(Jeśli nie zużywam całego, to resztę też smaruję sokiem z cytryny i dopiero wtedy zawijam w folię spożywczą. W ten sposób awokado nawet przez dwa dni w lodówce nie zrobi się tak bardzo brązowe jak bez skraplania. ;))

Wszystko zakraplam oliwą i octem, dodaję soli i pieprzu. Można dodać też jeszcze łyżkę zalewy z papryki ze słoika. :)
Sałatka jest gotowa. :D


Najchętniej lubię ją podawać na liściach młodego szpinaku lub roszponki, ewentualnie jakiejś innej sałaty. 
Zachęcam do wypróbowania i życzę smacznego! :)

pa pa :*
megi

sobota, 19 stycznia 2013

Rosyjskie nowości w mojej kosmetyczce

Mój ban na zakupy pod koniec roku minął z nadejściem Nowego Roku. :))
Oto moje pierwsze zamówienie w 2013r. :)
Po recenzji siempre skusiłam się na wychwalany szampon neutralny oraz balsam do wszystkich typów włosów. Czy szampon faktycznie przewyższa inne?...


Testowałam go dopiero parę razy i na razie moja odpowiedź brzmi: TAK! :D
Faktycznie pozostawia 'coś' na włosach. Na początku myślałam, że może nie zmył dobrze oleju, więc spieniłam ponownie, ale to 'coś' wciąż było na włosach. Już przy spłukiwaniu są mięciutkie, tak jakby nawilżone. Jeszcze z takim działaniem wśród szamponów naprawdę się nie spotkałam. Dziękuję w tym miejscu serdecznie siempre za polecenie! :*



Balsam jak na razie nie zachwycił mnie AŻ tak jak szampon, no ale tutaj poprzeczka była wysoka. Może też przy tym szamponie spisuje się "tylko" dobrze. ;) Włosy są po nim miękkie i puszyste.



Przy okazji możecie zobaczyć jak wygląda kolor po kilku myciach od farbowania, po nowym szamponie i balsamie NS. Kolor wciąż jest równomierny. :)


Skusiłam się również na kolejne glinki. Oficjalnie oświadczam, ze jestem od nich uzależniona. :D
To są  maseczki dla mnie stworzone, uwielbiam je wszystkie! :))
Wybrałam kolejne mi nieznane, czyli glinkę czarną i białą. Obie wypróbowałam i jestem pod ogromnym wrażeniem tych dwóch. Więcej napiszę niedługo lub opowiem na filmiku. :)


Te wszystkie produkty kupiłam na kalinie. A na bioarpie zamówiłam dwie rzeczy, które mnie bardzo ciekawią, jeszcze ich nawet nie wypróbowałam. Jako pierwsze serum zwężające pory. Skusiłam się po przeczytaniu kolejnej recenzji siempre. :))


Bardzo zaciekawił mnie skład jednego serum do włosów i to na zakupie tego produktu mi właśnie najbardziej zależało, poprzednie serum było spontaniczną decyzją, żeby serum nie było takie samotne w paczuszce. ;) Skład jest wręcz niespotykany, oprócz typowych roślinnych wyciągów, mamy tutaj jeszcze drożdże piwne i paprykę ostrą oraz oczywiście brak silikonów czy innych niepotrzebnych składników. :))



Opis ze strony bioarp:


Składniki aktywne: 
Prawoślaz (Althaea Officinalis Extract) - bogaty w substancje o charakterze nawilżającym działa osłaniająco, zmiękczająco, pozwala utrzymać prawidłowe nawilżenie.
Cytryniec chiński (Shizandra Chinensis Officinalis Oil) - działanie tonizujące i wzmacniające.
Żeń-szeń (Panax Ginseng Extract) – zapobiega łysieniu i wypadaniu włosów, posiada działanie regenerujące.
Melisa (Mellissa Officinalis Leaf Oil) – intensywnie odżywia i tonizuje skórę, nadając jej zdrowy wygląd.
Łopian (Arctium Lappa Root Extract) - przeciwdziała wypadaniu włosów, łupieżowi, ma działanie antyseptyczne, oczyszczające, ograniczające łojotok, kojące. Działa tonizująco na skórę głowy. 
Pokrzywa (Urtica Dioica Extract) – wzmacnia włosy, przeciwdziała ich przetłuszczaniu i wypadaniu, zapobiega łupieżowi. 
Ekstrakt z kotków brzozowych (Betula Alba Extract) - nadaje włosom blask, zapobiega wypadaniu, poprawia ukrwienie skóry głowy co skutkuje dotlenieniem i odżywieniem cebulek włosowych. 
Drożdże piwne (Yeast Extract) – poprawiają strukturę włosa, wzmacniają, przyśpieszają wzrost.
Papryka ostra (Capsicum Annuum Fruit Extract) – jest dobrym środkiem na porost włosów, powoduje łagodne podrażnienie, zaczerwienienie skóry i uczucie ciepła. Jest to naturalny środek który ma zdolność do rozszerzania naczyń krwionośnych, w wyniku czego stymuluje uwalnianie histaminy która stymuluje podział komórek i wzrost nowych. Wysoka zawartość witaminy A, witaminy C i innych składników odżywczych, zawartych w papryce pomaga odżywiać i chronić komórki u nasady włosów.
Climbazol ® - hamuje rozwój Pityrosporum ovale - grzybków powodujących wykształcenie łupieżu, zapobiega ich powstawaniu 

Sposób użycia: Serum rozpylamy równomiernie na czyste i suche włosy i skórę głowy. Pozostawiamy do pełnego wyschnięcia. Nie zmywamy. Stosujemy 2-3 razy w tygodniu w okresie 2-3 miesięcy.
  
Składniki INCI: Althaea Officinalis Extract, Shizandra Chinensis Officinalis Oil, Panax Ginseng Extract, Mellissa Officinalis Leaf Oil, Arctium Lappa Root Extract, Urtica Dioica Extract, Betula Alba Extract, Yeast Extract, Capsicum Anuum Fruit Extract, Climbazole, Allantoin, Pantothenic Acid, Neolone.


Ciekawa jestem, czy przyśpieszy wzrost moich włosów. Jak pewnie wiecie, jeszcze żaden środek na moje włosy w tym punkcie nie zadziałał. Zużyłam od grudnia połowę odżywki Jantar i jak na razie centymetr niczego nowego nie pokazuje. Ale zawsze mam nadzieję, że i tak ma jakiś pozytywny wpływ na włosy. ;)

Testowałyście któryś z tych produktów?

Pozdrawiam cieplutko. 
pa pa :*
megi

czwartek, 17 stycznia 2013

Jak nie urok...

..to L'oreal!
Czasem już trudno się połapać. W czerwcu pisałam Wam o tym, że Urban Decay planuje ekspandować do Chin, w lipcu się jednak wycofali. A teraz czytam, że Urban Decay pod koniec roku 2012 sprzedał się L'orealowi!
Teraz już wiem na 100%, że poszukam innej bazy.
Nie pozostaje nic innego poza nadzieją, że plany na marzec 2013 jednak przejdą do rzeczywistości...



pa pa
megi

środa, 16 stycznia 2013

Ile bazy Urban Decay chowało się w tubce?

Od ponad roku baza mi się 'kończy'. Czyli od tego czasu nie wystarczał mi jeden raz wyciągnięty aplikator z tubki, z czasem musiałam coraz bardziej skrobać od wewnątrz.
W końcu przecięłam opakowanie, co nie należało do najprostszych czynności, ponieważ plastik jest niesamowicie twardy. Ale jakoś się udało i zostałam naprawdę zaskoczona.
Wiedziałam, że coś tam będzie schowane w zakamarkach.
Jednak nie spodziewałam się, że będzie tego aż tyle! Spokojnie starczy mi na parę miesięcy. Zresztą zobaczcie sami. :))


Dobrze, że produkują je już w tubkach, które przynajmniej można łatwiej przeciąć. ;)
Jak na razie jest to moja ulubiona baza względem działania i konsystencji.
Ale słyszałam, że te barwione wersje nie mają się już tak dobrze.
Miałyście te bazy, czy może polecacie inne? Jakie są Wasze ulubione?

Pozdrawiam ciepło.
pa pa :*
megi

niedziela, 13 stycznia 2013

Ulubiony natłuszczający multitalent


Dawno o nim zapomniałam, aż ostatnio przed nim w dm'ie przypadkowo stanęłam. :D
Jest to produkt bardzo uniwersalny. Chroni, zmiękcza i natłuszcza skórę ust, wokół paznokci, tworzy również fajną ochronną warstwę przy drobnych rankach, podrażnieniach. Sprawdza się również do natłuszczenia końcówek włosów przed myciem.
Jest to produkt skierowany głównie do karmiących mam, ale nie nadaje się tylko dla nich. ;)
Tak naprawdę jest to maść do wszystkiego, co chcemy natłuścić, ochronić oraz nawilżyć.
Kiedyś pamiętam używałam tej z Rossmanna, teraz kupiłam maść z dm. Różnią się trochę składem dodatkowych olejów.
W maści z Rossmanna znajdziemy oprócz lanoliny, oleje ze słonecznika, jojoby, migdałów oraz moreli.
A w maści z drogerii dm znajdują się prócz lanoliny, olej kokosowy, oliwa oraz olej jojoba. W obu znajduje się również witamina E i pojemność jest taka sama - 30ml. Nie wiem ile kosztuje ten z Rossmanna, za maść babylove zapłaciłam 1,45€.





Jest to maść bardzo tłusta, gęsta, praktycznie bezzapachowa o żółtej barwie. Potrzebujemy niewielkiej ilości, aby pokryć nasze usta i przy okazji posmarować nasze skórki wokół paznokci. Teraz w zimie szczególnie lubię jej używać i wspominam przy okazji moje ukochane owieczki z nad Odry. ;))
Mały, miły dodatek, choć nie decydujący, jest jeszcze tworzywo tubki. To jest chyba aluminium i jest tak miłe i śliskie w dotyku, że cały czas muszę głaskać tubkę jak używam tej maści. :D

Lubicie takie maści? Używacie?


Pozdrawiam ciepło.
pa pa :*
megi

sobota, 12 stycznia 2013

DM od wewnątrz :)


Dzisiaj pokażę Wam drogerię dm od wewnątrz. :)
Oczywiście nie jestem w stanie pokazać wszystkich półek. ;)Większość z Was jest jednak zainteresowana kosmetykami Alverde czy Balea, więc na tym się skoncentrowałam i sfotografowałam większość. :))
Będzie dużo zdjęć, więc zapraszam chętnych do obejrzenia mojego małego raju kosmetycznego. ;)

Wchodząc, zaraz po prawej mamy do wyboru wózki (z lupą oraz wieszakiem na torebkę ;)) lub koszyczki i oczywiście kosze na śmieci do segregacji. ;)


Tak wygląda kolorówka Alverde.

Tu mamy Essence.

A tutaj P2.

Żele do mycia ciała Balea.

Oraz Alverde.

Produkty do twarzy Alverde.

Oraz ogólnie cały regał z kosmetykami do twarzy.

A w nim również spora część dla mężczyzn. :)

Pielęgnacja włosów Alverde.

Oraz Balea.

Stylizacja włosów. Alverde się na samej górze nie załapała, ale tam znajdują się tylko 3 produkty. ;)

Mydła do rąk Alverde. Czekam aż w końcu karmelowe po prawej pojawi się w torebce, ale czekam i czekam i doczekać się nie mogę. :))

Pielęgnacja stóp.

Słynne olejki Alverde. :D

Oraz produkty do ciała Balea.


Mamy tutaj również fajny sprzęt do drukowania zdjęć. :)

Oraz dużo zdrowej żywności. :))

Jak Wam się podoba niemiecka drogeria? :)

Pozdrawiam cieplutko.
pa pa :*
megi

czwartek, 10 stycznia 2013

Telefonowy miszmasz #3

Czas na kolejny miszmasz. :D Tym razem od czasu Sylwestra, w którym objadałam się rosyjskimi pysznościami. Między innymi zrobionym dla mnie Murawejnikiem na mój przyjazd :D, różnymi ich sałatkami, między innymi szubą. Dalej delektowałam się śledziem seljodka (pychota), moim ulubionym kawiorem z łososia (uwieeeelbiam) oraz surimi, które owijały przepyszną rosyjską serowo-czosnkową sałatkę (przepis pojawi się na blogu ;)).
Gdy przyjechałam do domu, od razu sobie zrobiłam, bo czułam niedosyt. :D Mówiłam Wam już, że jestem czosnkoholikiem? :D
Tam spotkałam się ponownie z najbardziej nieobliczalnym kotem, którego nie można nawet raz pogłaskać, bo od razu atakuje. Ale ma przepiękną plamę w kształcie serca na główce. :))
Potem były fajerwerki oraz typowe dla Magdeburga wiszące wszędzie jemioła. Później zobaczyłam pierwszą w tym roku tęcze na drodze, berlinski Funkturm oraz mój pierwszy raz w berlinskim Primarku. Tam napotkałam się nie tylko na masę ludzi, od której zdecydowanie skutecznie się odzwyczaiłam (to już nie dla mnie ;)), ale też dziwnie wyglądające papiloty/wałki w kształcie serca. Nie kupiłam ich, ale musiałam chociaż zrobić zdjęcie. :)



Ale narobiłam sobie ochoty na smakołyki! :))

Spakojnej noczi. :)
pa pa :*
megi

środa, 9 stycznia 2013

Ulubiony, łatwy koczek...


...który wychodzi za każdym razem i z tego powodu służył mi zarówno na Wigilii jak i Nocy Sylwestrowej. Nie pomijając użytku na co dzień. ;))
Potrzebujemy tylko gumki do włosów, kilku wsuwek i jakąś ozdobę jeśli chcemy.
Robimy zwykłego końskiego ogona, ale przy ostatnim przeciągnięciu włosów przez gumkę, nie wyciągamy ich do końca, tylko zostawiamy supełek takiej wielkości na ile pozwalają nam nasze włosy lub po prostu tak jak nam się podoba. ;)


Wystające włosy owijamy wokół gumki i przypinamy wsuwką.


Teraz wkładamy palce do środka supełka i przytrzymujemy go na czubku głowy. Dwiema większymi wsuwkami przypinamy go od środka. Jedna wsuwka z jednej strony, druga z drugiej.


Teraz go troszkę rozciągamy na boki.


Na tym etapie jest kilka możliwości. Ja biorę często moje spinki - grzebyczki w kształcie kokardki i wsuwam je w stronę wachlarza, przy czym delikatnie łapię ostatnie pasmo i przypinam w ten sposób. To naprawdę wystarczy, żeby wszystko się idealnie trzymało, nawet w tańcu (próbowałam :D).


Możemy też np. spiąć ostatnie pasmo tymi szerszymi wsuwkami w kształcie długiego "u" i założyć do tego opaskę. Też tak czasami robię i również wszystko się ładnie trzyma.



Bardzo prosta prawda? :))
Można oczywiście wszystkie baby hair wygładzić, co czasami robię. Ale często lubię być taka 'roztrzepana'. ;)
Dajcie znać czy wypróbujecie i jak Wam się podoba.
pa pa :*
megi


Dodałam właśnie nowy filmik z Ulubieńcami zeszłego miesiąca. Tak jak myślałam, moje włosy wyglądają w kamerze na prawie czarne. :D


weltkarte