czwartek, 10 stycznia 2013

Telefonowy miszmasz #3

Czas na kolejny miszmasz. :D Tym razem od czasu Sylwestra, w którym objadałam się rosyjskimi pysznościami. Między innymi zrobionym dla mnie Murawejnikiem na mój przyjazd :D, różnymi ich sałatkami, między innymi szubą. Dalej delektowałam się śledziem seljodka (pychota), moim ulubionym kawiorem z łososia (uwieeeelbiam) oraz surimi, które owijały przepyszną rosyjską serowo-czosnkową sałatkę (przepis pojawi się na blogu ;)).
Gdy przyjechałam do domu, od razu sobie zrobiłam, bo czułam niedosyt. :D Mówiłam Wam już, że jestem czosnkoholikiem? :D
Tam spotkałam się ponownie z najbardziej nieobliczalnym kotem, którego nie można nawet raz pogłaskać, bo od razu atakuje. Ale ma przepiękną plamę w kształcie serca na główce. :))
Potem były fajerwerki oraz typowe dla Magdeburga wiszące wszędzie jemioła. Później zobaczyłam pierwszą w tym roku tęcze na drodze, berlinski Funkturm oraz mój pierwszy raz w berlinskim Primarku. Tam napotkałam się nie tylko na masę ludzi, od której zdecydowanie skutecznie się odzwyczaiłam (to już nie dla mnie ;)), ale też dziwnie wyglądające papiloty/wałki w kształcie serca. Nie kupiłam ich, ale musiałam chociaż zrobić zdjęcie. :)



Ale narobiłam sobie ochoty na smakołyki! :))

Spakojnej noczi. :)
pa pa :*
megi

30 komentarzy:

  1. Kiciuś wyraźnie mówi "uważaj" ;). Podoba mi się to ciasto z choinką, mniam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Odpowiedzi
    1. Objadłam się chyba więcej niż na Święta. :D

      Usuń
  3. Pysznie to wygląda! Też chciałabym kiedyś wyjeździć tyle km, ale narazie to nie chce mi sie na kurs zapisać :p kicia ma uroczy pyszczek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie jest mój pierwszy samochód i nie był nówką, gdy zaczęłam nim jeździć. W rzeczywistości zdecydowanie więcej km przejechałam, ale tutaj pierwszy raz udało mi się złapać okrągłą liczbę. :)))

      Usuń
  4. Wygląda wszystko przepysznie!
    PS. Megi - odpisałam na maila. Dzięki wielkie!

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie tylko sobie narobiłaś apetytu:) Czosnek też uwielbiam, dziś nawet jadłam w bardzo zwyczajnej wersji - kanapka z pomidorem, a na to pokrojone kawałeczki czosnku i pełnia szczęścia:p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja od małego uwielbiam czosnek na kanapkach, też mi do szczęścia więcej nie potrzeba. :D

      Usuń
  6. Kot wygląda groźnie ;)
    A jedzenie - cudownie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Kot nawet na zdjęciu wygląda jakoś podejrzanie. Niby taki ładny a jednak coś się kryje w oczach niefajnego. Albo wyobraźnia za bardzo mi pracuje ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. On jest śmieszny, ale nie lubi, jak się go dotyka, albo lubi właśnie i chce trochę kogoś podrapać i pogryźć. ;) Za to jak śpi wygląda uroczo i chowa swoją mroczną stronę. :))

      Usuń
  8. Coż za pyszności na talerzach... ;) Kiciak taki widac dosc nieufny i niezbyt zadowolony,ze ktos go obserwuje i mu zdjecia robi... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dla niego wszystko było podejrzane. :D

      Usuń
  9. Odpowiedzi
    1. Był jeszcze na bagietce, ale się już nie załapał do zdjęcia. :D Mniam! :))

      Usuń
  10. Ja też nie znoszę tłumów w sklepach, ale pamiętam, jak lubiłam Primarka w Irlandii, więc chyba nie umiałabym się oprzeć :))

    OdpowiedzUsuń
  11. JEŚC!!

    Też jestem czosnkoholikiem... ale wyłącznie w weekendy :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie rozdzielam na różne dni, u mnie każdy dzień jest dobrym dniem na czosnek. :D

      Usuń
  12. Wszystko wygląda pysznie :) a kot jest bardzo tajemniczy :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Ale pyszności, czekam na jakiś przepis :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Same pyszności i śliczny kotek.

    OdpowiedzUsuń
  15. nie tylko sobie narobiłaś ochoty na smakołyki :D niby jadłam obiad, ale patrząc na Twoje pierwsze zdjęcia ślinka mi cieknie :P

    OdpowiedzUsuń
  16. Właśnie sobie uświadomiłam jak dawno nie jadłam frytek z Maka - wieki! I chyba mam ochotę!

    OdpowiedzUsuń
  17. ooo Megi, ja byłam w Primarku w Berlinie w sierpniu... kiedyś pomieszkiwałam w UK i bardzo mi brakuje tego typu sklepów (dobrze i tanio), także jak wpadłam to wytargałam wielką torbę ciuchów. można o primarku myśleć różnie, ale ja naprawdę mam koszulki po 2-3 funty kupione 3-4 lata temu i ciągle je noszę- są nie do zniszczenia! mam nadzieję, że i w tym roku będą jakieś fundusze na wyprawę do Berlina :))

    OdpowiedzUsuń

weltkarte