środa, 31 października 2012

Essence - The Twilight saga

W drogerii dm pojawiła się nowa kolekcja Essence "The Twilight saga - breaking dawn part 2".
Ja skusiłam się na dwa produkty, na rozświetlacz oraz pigment. :)


Rozświetlacz  "Bella's secret" jest w takim pięknym, ciepłym cielisto-złotym odcieniu, nie ma żadnych drobinek, tylko taką subtelną poświatę. Kosztował 2,95€.





Pigment wybrałam najjaśniejszy. Jest to pigment o nazwie "a piece of forever" i kosztował 2,45€.
Tutaj muszę powiedzieć, że na swatchu mnie trochę rozczarował, ma masę złotych drobinek, daje efekt bardziej brokatowy i jest ciemniejszy niż wyglądał w sklepie. Ale może na oku sprawdzi się dobrze. Spróbuję na pewno jak wygląda na mokro i jak się prezentuje rozłożony delikatnym muśnięciem na innym cieniu. Być może efekt mnie jednak pozytywnie zaskoczy. :)




A Wy skusiłyście się na coś z limitowanki?
Ja nie mogę się doczekać filmu i aż trudno mi uwierzyć, że od pierwszej części filmu w zeszłym roku nie byłam w kinie.
Lubicie filmy Twilight czy nie bardzo? Jesteście w "team Edward" czy "team Jacob"?
U mnie chyba nie trudno zgadnąć, bo kocham psy i wilki, więc wybrałabym 'Kubę'! :D

Pozdrawiam ciepło.
pa pa :*
megi

wtorek, 30 października 2012

Dlaczego pasta bez fluoru

Pod filmikiem pojawiło się pytanie, czy mogłabym temat fluoru rozwinąć dalej.
Więc pomyślałam, że mogę na blogu o tym wspomnieć.
Jest to temat tak naprawdę bardzo obszerny, ale mogę podać Wam dalsze informacje do czytania.
Fluor jest tak naprawdę toksyczną substancją, po prostu trutką, która kumuluje się w naszym organizmie, osadza wszędzie i prowadzi częściej niż inne chemiczne substancje do raka.
Problem polega na tym, że fluor dodawany jest prawie do wszystkiego, więc nie wiadomo ile tak naprawdę tej substancji spożywamy.
Dlaczego został dodawany do wszystkiego?
Ponieważ inaczej musiałby być w kosztowny sposób usuwany z naszego środowiska.
A dodając go w mniejszych ilościach do wszystkiego, problem sam się usuwa.

Więcej na ten temat możecie poczytać tutaj:

Po niemiecku i po polsku.

Pozdrawiam ciepło.
pa pa :*
megi

poniedziałek, 29 października 2012

Kolejne rosyjskie zakupy

Jak się cieszę!! Nie tylko otrzymałam kolejne zamówienie ze strony Kalina, ale również miałam godzinkę w ciągu dnia, żeby nagrać dla Was filmik z tymi zakupami. Jippie! :))
Mam nadzieję, że uda mi się go do wieczora wstawić.
A tutaj mały wgląd. :)


Pozdrawiam ciepło!
pa pa :*
megi

sobota, 27 października 2012

Ulubiona zdrowa świeczka


Nie jestem osobą, która pali świeczki w regularnym trybie. Przez cały rok palę od jednej większej do kilku. Zwykle korzystam też ze świeczek tylko w sezonie zimowym.
Jak wiadomo zwykłe świece z parafiny są bardzo niezdrowe, wytwarzają dużo toksyn podczas palenia i w zamkniętym pomieszczeniu dość szybko się kumulują i nam szkodzą.
Na rynku pojawiły się również świeczki z soi.
Tutaj również musimy trochę uważać, jednak z innego powodu. Świeczka z soi nie wytwarza co prawda takich toksyn podczas palenia jak parafina. Jednak powinno się ją generalnie używać z głową. Czyli po prostu ograniczyć.
Podobnie jak w kwestii odżywiania trzeba zachować umiar nie tylko dla naszego zdrowia, ale również dla zdrowego środowiska.
(Mam na myśli tutaj np. nadmierne spożywanie mięsa, na czym cierpią zarówno zwierzęta jak i w efekcie my sami, ponieważ są chowane w coraz gorszych warunkach i karmione różnymi świństwami, żeby zaspokoić dzisiejsze wręcz aż nienormalne zapotrzebowanie)
Tak samo z wzrastającym zapotrzebowaniem na soję, cierpią tropikalne lasy deszczowe.
Wiadomo, że z wielu rzeczy nie możemy rezygnować, ale dla mnie to nawet nie o to chodzi, żeby rezygnować całkowicie. Ale o to, żeby do wszystkiego podchodzić z umiarem.
Jest jeszcze inna roślinna opcja, która wydaje się być całkiem przyzwoitym rozwiązaniem.
Są  świeczki produkowane np. z rzepaku. Tutaj rzuca mi się w oczy kilka plusów.
Takie świeczki produkowane są zwykle w naszym kraju, my wspieramy więc naszą gospodarkę, przy czym nie ma długich dróg transportu i z tym związanych emisji i szkód dla środowiska. Rzepak jest również odnawialnym surowcem i nie wytwarza takich toksyn podczas palenia jak parafina.
Ja jednak takiej jeszcze nigdy nie próbowałam.
A to dlatego, że mam inną ulubioną świeczkę, którą kupuję zawsze na niemieckich świątecznych jarmarkach, które są w całym kraju przez cały grudzień. (Można ją oczywiście dostać online, ja jednak preferuję zakup na jarmarku :))
Jak nie lubię zimna, tak ten miesiąc bardzo lubię (nawet nie dlatego, że mam wtedy urodziny ;)). Uwielbiam chodzić po jarmarkach, ten panujący tam klimat, zapachy, pyszny Glühwein i różności, które możemy kupić. To jest też ten czas, w którym mam największą ochotę na świeczkę. A jaką?
Mówię tutaj o świeczkach ze 100% wosku pszczelego. Uwielbiam je z wielu powodów.



Przede wszystkim kocham pszczółki i wszystko, co jest z nimi związane. :)
Sprawia mi to ogromną radość, że moim zakupem mogę wesprzeć tutejszych pszczelarzy. Takich - a w efekcie pszczółek - powinno być jak najwięcej. :)
No i oczywiście sama świeczka nie ma sobie równych.
Po pierwsze - jej cudowny wygląd
po drugie - pyszny zapach
a po trzecie - cudowne działanie.
Świeczka ze 100% wosku pszczelego jest naturalnym jonizatorem powietrza. Usuwa z powietrza pyłki oraz oczyszcza je z wirusów. Działa kojąco na ból głowy, katar, astmę, alergie oraz na nasz układ nerwowy i w tym samopoczucie.
Poza tym unieszkodliwia również działanie promieniowania ze sprzętu elektrycznego.

Można również kupić arkusze wosku pszczelego i się troszeczkę pobawić i uformować sobie własną świece.
Więc jak można ją nie kochać, prawda? :))

A jak to wygląda u Was - palicie często świece?  Jakie lubicie najbardziej?

Pozdrawiam ciepło
pa pa :*
megi

piątek, 26 października 2012

Sciiiissooors


Po Waszych komentarzach i sugestiach, za które bardzo Wam dziękuję, zainteresowałam się jaguarem wśród nożyczek. Czyli nożyczkami marki Jaguar. :)
Poszperałam na niemieckim Amazonie i w oko wpadły mi nożyczki o świetnych recenzjach i dobrej cenie.
Mówię o modelu Prestyle Relax 5'5. Zapłaciłam za nie 27€, przesyłka była darmowa i ekspresowa (jak na Amazon przystało). ;)


Na pierwszy rzut oka wydawały mi się znacznie cięższe niż te Rossmannowskie, ale różni je tutaj tylko waga 3gr, z ciekawości zważyłam. :)
Nożyczki dobrze leżą w dłoni. Jeśli ktoś ma masywnego kciuka, to może mieć ewentualnie problem, ale te gumowe oczka są chyba wyciągane, nie jestem pewna. Dałam sprawdzić męskiej płci jak się trzymają i faktycznie kciuk cały nie wszedł, ale ta osoba mówiła, że dla niej trzymają się dobrze, całkiem normalnie, więc chyba rozmiar oczek nie ma tutaj znaczenia.




Udało mi się aparatem złapać coś, co na żywo jest ledwo widoczne. A mianowicie czytałam w którejś recenzji, że te nożyczki są mikroverzahnt, czyli po jednej stronie nożyc znajduje się mikro uzębienie (?), coś takiego. ;) To ma powodować idealne położenie włosa w trakcie cięcia i w efekcie nie ma mowy o przesuwaniu go.



Mnie najbardziej urzekł matowy design oraz maluteńki jaguar. :D


Nożyczki wydają się być faktycznie ostre, spróbowałam jak na razie na kilku drobnych pasmach.
Jak się sprawdzą przy autentycznym cięciu, będzie musiała mi powiedzieć moja mama. Dam Wam na pewno znać. :)

Dziękuję raz jeszcze za pomoc! :*
Pozdrawiam ciepło
pa pa
megi

czwartek, 25 października 2012

Isana - Feuchtigkeitsspülung

Już jakiś czas w Niemczech dostępna jest nowa, zastępcza odżywka Isany z babassu, czyli odżywka z ekstraktem z bawełny.
Używam jej już parę tygodni, więc napiszę co o niej myślę.
Jeśli chodzi o cenę oraz opakowanie, to nic tutaj się nie zmieniło.
Odżywka w DE kosztuje 0,79 lub 0,69€, nie pamiętam dokładnie. W każdym razie grosze. ;)
Opakowanie jest identyczne. Szkoda, że czegoś nie zmienili. Ja muszę te odżywki zawsze trzymać do góry 'nogami', bo zawsze nalewa mi się tam woda i to bardzo dużo. Ale ten problem mam z każdą odżywką, która ma podobne opakowanie.


Skład niestety nie jest już taki krótki jak w przypadku Isany z babassu. Dużo tutaj niepotrzebnych dodatków zapachowych, które niestety nie dają ładnego zapachu.
On co prawda nie pozostaje na włosach, ale dla mnie nie jest przyjemny.
Babassu również nie pachniała pięknie, ale ładniej od tej, zdecydowanie. ;)
Odżywka według mnie też powinna nazywać się odżywką z aloesem a nie z ekstraktem z bawełny, bo tego jest tutaj więcej.


Dla przypomnienia, taki jest (a raczej był) skład odżywki babassu:

Aqua, Cetearyl alcohol, Glycerin, Cetrimonium Chloride, Bis-diglyceryl Polyacyladipate-2, Orbignya Oleifera Oil, Behentrimonium Chloride, Hydroxyethylcellulose, Isopropyl Alcohol, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Parfum, Citric Acid, Sodium Hydroxide

Jeśli chodzi o konsystencję produktu, to tutaj różnica jest diametralna.
Odżywka ta jest bardzo gęsta i nie spływa z dłoni, nawet jeśli potrzymamy ją odwróconą.
W trakcie robienia zdjęć, odżywka nic a nic nie drgnęła.



Odżywka z babassu miała za to bardzo lejącą konsystencję, wręcz spływała zawsze z włosów.


Jeśli chodzi o używanie takiej odżywki w wersji czystej, nie rozcieńczonej, to dla mnie ona jest zbyt gęsta. Coś pośredniego między tymi dwoma byłoby ideałem. Jeśli jednak wzbogacamy taką odżywkę, to jej konsystencja jest pod tym względem super. Możemy spokojnie dodać do odżywki np. żel lniany i nie musimy się bać, że będzie nam spływało. ;)

Przejdźmy teraz do najważniejszego punktu, czyli działania.
Na początku, gdy użyłam tej odżywki myślałam, że działanie wygładzające jest porównywalne.
Jednak dopiero gdy podzieliłam włosy na pół i po jednej stronie położyłam odżywkę z babassu, a po drugiej tę, to zauważyłam natychmiast różnicę.
Po pierwsze musiałam użyć więcej tej odżywki z bawełną, aby poślizgnąć się po włosach i mieć to uczucie, że faktycznie jest wszędzie i wygładza.
Po drugie przy spłukiwaniu, moje włosy wciąż były miejscami mocno poplątane po stronie odżywki z bawełną. Przy czym po stronie babassu, włosy zostały rozplątane. Specjalnie przed myciem włosów nie czesałam, żeby ten efekt właśnie sprawdzić.
Przy moich włosach jest niestety tak, że gdy zawinę je na krótko w ręcznik, znowu tworzą się kołtuny, pomimo że nigdy nie wycieram moich włosów.
Podzieliłam je więc znowu na pół i rozczesałam na mokro grzebieniem. Tak jak się spodziewałam, bo stronie z bawełną miałam większe problemy.
Po rozczesaniu i wyschnięciu (nie kładłam niczego już na włosy) nie widać jakiejś różnicy w dotyku czy wyglądzie. Włosy wyglądają tak samo.

Reasumując odżywka ta nie jest zastępczynią odżywki z babassu, niestety.
Naprawdę ciężko zrozumieć, czemu wycofali tak dobry produkt. 
Niemniej jednak są osoby, którym taki stopień wygładzenia wystarczy.
Dla mnie odżywka z babassu wygładzała znacznie lepiej. Jeśli chodzi o nawilżenie, to nie widzę tutaj różnicy. Obie odżywki są dla mnie w tym punkcie nie wystarczające i konieczne jest użycie jakiejś odżywki b/s lub czegoś podobnego.

Uważam, że odżywka z bawełną jest godna uwagi w ramach mieszania.
Dla mnie jej gęsta konsystencja sprawdzi się  szczególnie z żelem lnianym i wszystkimi innymi mocno płynnymi dodatkami.
Nie jestem też pewna, czy moje włosy lubią aloes, ale tutaj wydaje się to być ok.
Ciekawa jestem jakie będzie zdanie innych włosomaniaczek. :)
Czy jest już dostępna w Polsce?

Pozdrawiam ciepło.
pa pa :*
megi

środa, 24 października 2012

Winter edition - Essence kremy do rąk

W zeszłym tygodniu będąc w drogerii dm skusiłam się spontanicznie na dwa kremy do rąk Essence z serii limitowanej na zimę.
Kremy na bazie oleju kokosowego oraz masła shea bardzo lubię, powąchałam z tubki, podobały mi się. Takich kremów do rąk nigdy za wiele - pomyślałam, po czym wrzuciłam do koszyka.



Składy (oprócz ostatnich 3 pozycji w przypadku żółtej tubki) są identyczne. Oprócz parabenów są całkiem ok. Jeśli chodzi o małą część ciała, którą kremuję, to nie jestem aż tak rygorystyczna, więc w kremie do rąk aż mnie tak nie drażnią i czasem się na taki skuszę. ;)
Konsystencja jest gęsta, kremowa. Kremy posiadają jak dla mnie praktycznie idealne nawilżenie oraz delikatne natłuszczenie. Jednym zdaniem, (względem działania) bardzo dobry krem ochronny na zimę.



Szkoda, że nie było testerów, bo gdybym miała możliwość wypróbowania, na pewno bym je odłożyła.
O ile zapachy podobały mi się prosto z tubki, o tyle jak wypróbowałam w domu, pomyślałam tylko - o fuu, aż wstyd z takim zapachem iść do ludzi. :D
Krem w żółtej tubce ma pachnieć jak gingerbread i chai-latte. Coś z piernika można wyczuć, ale dla mnie nie jest to przyjemny zapach. Strasznie przytłaczający, dziwny i niestety uparcie się trzyma. (Choć ten jeszcze jakoś potrafię znieść bez wstrętu;))
W przypadku tej ciemnej wersji jest jeszcze gorzej. Dla mnie ten z pozoru kuszący zapach karmelowo-czekoladowy jest po prostu w tym wykonaniu ochydny.
Pierwszy raz chyba spotkałam się z takimi zapachami kremów do rąk i to od Essence, które tak negatywnie odbieram.
Ciekawa jestem czy tylko ja tak mam, czy Wam również te wersje nie przypadły do gustu?
Nie wiem jak je zużyje, ten jaśniejszy prędzej niż tę ciemną wersję, która dla mnie po prostu śmierdzi. Chyba do końca nie podołam....no chyba, że w końcu się przyzwyczaję i uodpornię. ;)

Pozdrawiam ciepło
pa pa :*
megi

wtorek, 23 października 2012

Proszę o pomoc - nożyczki fryzjerskie

Dzisiaj przychodzę do Was z prośbą. A mianowicie nie wiem które nożyczki fryzjerskie wybrać.
Ostatnio obcięłam sobie jakieś 7-9cm nożyczkami z Rossmanna. BTW okazało się, że metoda na kucyka nie jest dobrym rozwiązaniem jeśli pragnie się włosy obciąć na prosto. ;) Boki miałam dłuższe niż środek i w efekcie musiałam poprosić drugą osobę o wyrównanie.
W każdym razie jadę teraz do PL na W.Ś. i chcę poprosić mamę o obcięcie jeszcze więcej. :)
Więc potrzebuję dobrych nożyczek.
Nie będę wstawiała tutaj aukcji, ale natrafiłam na Allegro na nożyczki N&N Lexwo 5'5 w różnych wzorach. Kosztują 69zł. Na pewno wiecie, o których mówię. :)
Teraz zastanawiam się czy faktycznie są ostre, porządne, czy to taki pic na wodę.

Macie doświadczenie z tymi nożyczkami?
Lub może polecicie jakieś inne?

Dziękuję z góry! :))
Buźka :*
pa pa
megi

niedziela, 21 października 2012

NOTD - what's my name?

Oh na na, what's my name?
Oh na na, what's my name?

Czyli kolejna odsłona lakieru do paznokci Essence. :)
Jest to kolor powszechnie nazywany taupe. Ni to fiolet, ni brąz, ani szary.
Ot taka brudnawa, zimna mieszanka. Nie byłam pewna, jak będzie wyglądał do odcienia mojej skóry, ale jest całkiem dobrze. Wygląda dość szykownie.



Utwierdziłam się przy tym kolorze, że pędzelek jest naprawdę świetny i jeśli się uprzemy, to jedna grubsza warstwa zupełnie wystarczy, żeby równomiernie pokryć powierzchnię paznokcia.
Niestety u mnie lakiery mają kiepską trwałość, na drugi dzień mam już odpryski i tak mam niestety przy praktycznie wszystkich moich lakierach. Moje paznokcie chyba po prostu nie lubią się z lakierami. ;)
Zrobiłam zdjęcia w różnym oświetleniu, bo taki kolor zwykle trudno jest uchwycić. Najlepiej wyszedł na powyższych zdjęciach buteleczki. :)

Nie wiem też czy znowu natrafiłam na taki sobie top coat ( P2 mega shine) czy robię coś źle, ale znowu mam bąbelki na paznokciach. Wcześniej winny był przyśpieszacz, więc go dzisiaj nie użyłam. Poczekałam 15 minut i dopiero wtedy nałożyłam top coat z p2 i mimo tego mam bąbelki. :/ Nie wiem skąd to się u mnie bierze. Dodam, że nie potrząsam buteleczką, więc na pewno nie z tego powodu. Macie też taki problem?




Życzę Wam miłych ostatnich weekendowych godzin. :)
pa pa :*
megi

piątek, 19 października 2012

Maska Night Detox

Już jakiś czas zbieram się do recenzji maseczki do twarzy Natura Siberica i tak naprawdę wciąż nie wiem co dokładnie o nie myśleć, co napisać.
Może zacznę po prostu od faktów. ;)


Jak na kosmetyki Natura Siberica przystało, mają świetne składy, (można by się doczepić jedynie do Benzyl Alcohol, Benzoic Acid oraz Sorbic Acid - ale już bez przesady ;)) ładne opakowania i przystępne ceny.
Maseczki  mamy tutaj 75ml i kosztuje ona 18,50 zł w sklepie Kalina.
Użyłam jej już min. 10 razy i nie czuję ubytku, więc jest bardzo wydajna.

Maseczka jest do wszystkich rodzajów cery. Jej zadaniem jest nocna detoksykacja skóry (ale słowo:)).
Czyli ma stymulować prosecy odnowy, poprawić przemianę materii w komórkach oraz funkcje ochronne. Jednym zdaniem - ma wzmocnić naszą skórę. :)



Maska bazuje na roślinnych ekstraktach. Takich jak: różeńcu górskim, wiązówce błotnej, rumianku, nagietku, syberyjskim żeń-szeniu..
Ponadto ma w składzie glicerynę, witaminy P, E oraz proteinę z pszenicy.

Opakowanie to tradycyjna tubka.


Konsystencja maski jest żelowa. Ma odcień lekko brązowy, jednak po rozsmarowaniu jest zupełnie przezroczysta.


Jej zapach trudno mi określić. Maska pachnie ziołowo z nutką alkoholu. ^^ Nie jest to nic nieprzyjemnego, ale też nie jest zachwycającym zapachem. Dla mnie ten zapach jest po prostu obojętny.

Teraz do działania i moich spostrzeżeń.
Maska jest niestety bardzo klejąca. Co prawda jest niewidoczna na twarzy, ale jednak wyczuwalna.
Gdy po nałożeniu tej maseczki położymy się spać, to przykleimy się po poduszki. :)
Po paru próbach zaczęłam robić tak, że zwyczajnie po jakimś czasie rozcieram kilka kropel oleju w dłoniach i wsmarowuję na buzię, na wcześniej 'wsiąkniętą' maskę. To niweluje klejenie się do poduszki.
Jeśli chodzi o jakieś konkretne działanie, to właśnie tutaj mam problem z określeniem czegokolwiek.
To nie jest maska, po której zauważymy jakiś efekt. To nie jest jej zadaniem. Ona nie jest rozświetlająca czy chociaż by nawilżająca (choć mojej twarzy w żadnych wypadku nie ściągała czy przesuszała).
Tłumaczę sobie to tak, że skoro maska ma przemienić coś w naszych komórkach, poprawić przemianę materii,  to efekt dla oka pewnie nie jest zauważalny. ;)
Gdyby nie ta konsystencja, to pewnie zamówiłabym ją jeszcze raz. Ale teraz jestem bardziej skuszona wypróbować inne i ciekawa jestem jakie konsystencje mają pozostałe.
Wiem, że  Siempre la belleza testowała maseczkę aktywną w czerwonym opakowaniu i pisała, że konsystencja jest kremowa i nie klejąca.
Ale poza tym to nie wiem jak zachowują się inne z tej serii.
Miałyście do czynienia z którąś z nich?

Pozdrawiam ciepło.
pa pa :*
megi

czwartek, 18 października 2012

Siekane z wędzonego tofu

Dzisiaj podzielę się z Wami prostym przepisem na pyszne kotleciki wegetariańskie, które kiedyś sobie wymyśliłam 'czyszcząc' lodówkę z resztek. ;)
Robię je zwykle wtedy, gdy w lodówce znajduje się trochę tego czy tamtego i muszę coś z tym zrobić. Tutaj można powrzucać naprawdę wiele rzeczy, które akurat musimy wykończyć. :) Więc jest to danie również praktyczne. ;)
Tofu wędzone jest moim ulubionym tofu (ma zupełnie inną konsystencję oraz smak od naturalnego) i to właśnie z jego udziałem, te oto kotleciki smakują mi najbardziej. (Poza tym tofu wędzone smakuje równie dobrze z pieczywem i do różnych zielonych sałatek. ;))
Ja tofu zarówno naturalne jak i to wędzone dostaję w DE w Kauflandzie. Tak wygląda opakowanie.

źródło
Więc jak robimy kotleciki?
*kroimy tofu na mniejsze kawałki :)


*na oliwie przysmażamy cebulkę, po chwili dodajemy pieczarki oraz paprykę


*w misce mieszamy tofu (wcześniej nie podsmażane, tylko pokrojone) z przysmażonymi warzywkami
*dodajemy jakiś ser, najlepiej sprawdzi się tutaj mozzarella oraz ser żółty
*dodajemy jajko oraz mąkę, przyprawiamy solą, pieprzem oraz pietruszką
*mieszamy łyżką


*łyżką nakładamy porcje na rozgrzaną oliwę
* et voilà :D


Kotleciki te smakują dobrze z jakąś dużą zieloną sałatką do tego. Zarówno na zimno jak i na ciepło. Można do nich oczywiście zaserwować jakiś dodatek typu ryż, kuskus czy nawet ziemniaczki. Co kto lubi. ;)
Gorąco polecam spróbować.
pa pa :*
megi

środa, 17 października 2012

NOTD - nude glam

Skusiłam się ostatnio na kilka lakierów Essence. Między innymi na odcień nude o nazwie 01-hazelnut cream pie. W buteleczce ten lakier mieni się lekko na fiolet, na paznokciach jednak tego zupełnie nie widać. Ale sam odcień wpada w taki nudowy róż. Być może też dlatego tak to wygląda na moich paznokciach, ponieważ mam bardzo żółty odcień skóry. ;)
Bałam się trochę szerokiego pędzelka. Zwykle źle mi się takimi pracuje. Ale muszę powiedzieć, że ten jest naprawdę przyzwoity. Prawie ;) nie ubrudziłam sobie skórek. Sama konsystencja lakieru jest również bardzo dobra. Jest płynna, ale nie lejąca. Ma kremowe, mocne krycie, ale nie jest tępa.
Summa summarum po prostu świetny lakier. Zapraszam na zdjęcia. :)


A jaki odcień nude Wy posiadacie? :)

Pozdrawiam ciepło.
pa pa :*
megi


P.s. Wciąż nie mogę się pozbierać ze śmiechu połączonego z niedowierzaniem z wczorajszej sytuacji piłkarskiej. :)) Czekałyście też na mecz? Ja w między czasie oglądałam Niemców. ;) A jeśli dzisiaj faktycznie mecz Polski się odbędzie, to niestety nie będę mogła obejrzeć. :(

weltkarte