niedziela, 30 września 2012

Zmiana koloru włosów

Wczoraj miałam trochę czasu i chęci do eksperymentowania z kolorem włosów.
Nie boję się takich testów, bo wiem, że zawsze można przefarbować, coś zmienić w razie czego.
Inaczej ma się sprawa z moim eksperymentem hormonalnym. Przerwa od hormonów była najgorszą rzeczą, jaką mogłam zrobić. W ostatnich miesiącach doprowadziłam moje włosy do najgorszego ich stanu i straciłam na czubku masakryczną ilość włosów, bo jak zwykle ocknęłam się jak już było za późno.
Mogłyście śledzić jak moich włosów było stopniowo coraz mniej. Ale chyba nie będę Was straszyć zdjęciem mojego skalpu..
Dla przypomnienia- tak wyglądały moje włosy w kwietniu tego roku. Jeszcze na hormonach, było ich tutaj jak na moje możliwości naprawdę dużo, chlip chlip..

Miałam w sumie pozwolić mojemu naturalnemu kolorowi odrosnąć jeszcze bardziej, ale chcąc chociaż odrobinę zamaskować różnicę między świecącym skalpem a ciemnymi włosami, poszłam w drugą stronę i trochę rozjaśniłam moje ciemne włosy od góry, a jaśniejsze końce się trochę przyciemniły. Ale nie użyłam w tym celu typowego rozjaśniacza.
Tak wyglądają teraz w świetle dziennym na zewnątrz. U góry rozjaśniły się odrobinę do takiego marchewkowego brązu, jak na na niego mówię. Moje naturalne miały zawsze taki złoto-rudy błysk, więc pewnie dlatego teraz tak wyszło. A końce uzyskały taki złoto-orzechowy ciemny blond, który bardzo chciałabym mieć na całości. :))
 Tak wyglądają na słońcu:
Muszę je trochę podciąć, chociaż czasem mam ochotę obciąć je całkiem na krótko przez to wypadanie. Ale wiem, że to niczego nie zmieni. Mając boba przy takim stanie, łysina jeszcze bardziej rzucała się w oczy. Muszę teraz po prostu znowu poczekać lata :(, aż włosy mi wrócą. Oby tylko wróciły.
Podetnę je również sama, ale najpierw chcę je jeszcze trochę rozjaśnić. Ale to dopiero jak sobie teraz odpoczną parę tygodni (jak tyle wytrzymam ;)). Chciałabym mieć włosy od góry właśnie takie, jakie są tutaj na końcach, czyli takie miodowo-orzechowe.

Nie wiem czy mi się uda, zobaczymy. ;)
Jeśli interesuje Was czym je pofarbowałam, jak to zrobiłam, to piszcie. Napiszę wtedy osobny post, bo ten byłby zdecydowanie już za długi. :)

W dzisiejszych Ulubieńcach możecie je również zobaczyć, ale jak to z kamerą bywa, strasznie włosy (przynajmniej moje) przyciemnia.



Trzymajcie kciuki, żeby włosy odrosły. Dziękuję z góry! :**
pa pa :)
megi

czwartek, 27 września 2012

Tusze Catrice

Dzisiaj odbiegam od tematyki kulinarnej i będzie znowu kosmetycznie. :))
Jakiś czas temu kupiłam tusz do rzęs Catrice Glamour Doll.


Ma całkiem fajną silikonową szczoteczkę. Jest dość spora, bardzo giętka i ma dużo 'ząbków'. Od takich malutkich na samym początku, po dłuższe na końcu szczoteczki.
Dla mnie jest niestety za długa i tak skonstruowana, że często sobie drapię nią oko. Nie przepadam również za giętkością tej szczoteczki, za bardzo się wygina.



Kolor czerni jest w porządku, trwałość jest również dobra, chociaż czasami tusz odbijał mi się delikatnie na górnej powiece. Zapach jak dla mnie jest zbyt intensywny.
Jednak jest coś, z czym pogodzić się nie chcę i niestety miałam identyczną sytuację z innymi tuszami  tej firmy. Nie pamiętam jedynie, które to były. Rzęsy byłyby ładnie podkreślone, gdyby maskara ta nie robiła strasznych grudek. Już od pierwszego użycia na moich rzęsach pojawiły się takie grudki, jakby ten tusz był co najmniej rok otwarty. Najgorsze też, że tego nie można przyzwoicie 'wyczesać'.
Zastanawiam się, czy tylko ja trafiam na takie felerne modele, czy tusze Catrice są faktycznie takie kiepskie?
Ja w każdym razie dam sobie chyba spokój z szukaniem dobrego modelu tej firmy.
Jakie jest Wasze zdanie?

Pozdrawiam cieplutko
pa pa :*
megi

wtorek, 25 września 2012

Świeże figi

Chyba Was zamęczę postami związanymi z kuchnią. Ale co zrobić, jak ja kocham jeść. :))
Jestem ogromnym seroholikiem, kocham sery tłuste, nasze polskie twarogi białe, sery żółte, miękkie, twarde, z pleśnią, camemberty, brie, sery kozie, owcze... mogłabym tak wymieniać bez końca. :D
Ostatni wpis był o jednym z moich ulubionych serów, dzisiaj pokażę Wam, z czym często lubię jeść niektóre sery. Bardzo często kupuję świeże figi i jem je z serami typu camembert, brie oraz kozią goudą.
 Na zdjęciu tutaj połączyłam figę właśnie z kozią goudą.

Świeża figa ma przepyszny smak oraz cudowną konsystencję. Fantastycznie komponuje się z serami, szczególnie tymi najbardziej aromatycznymi.
Próbowałyście takie połączenie? Polecam gorąco jeśli nie. :))

pa pa :*
megi

niedziela, 23 września 2012

Zgadnij co to..



Jest to jeden z moich ulubionych serów. :))
Nazywa się Tête de Moine, co oznacza tyle co 'głowa mnicha'. Jego początki miały miejsce właśnie w klasztorze Bellelay w dwunastym wieku.
Jest to szwajcarski ser twardy, który tradycyjnie jest skrobany w pięknie wyglądające różyczki.
Urządzenie do łatwego skrobania, to tzw. Girolle. Nie wiem niestety jak się na to mówi po polsku. Może znacie przetłumaczenie?
źródło
Dzięki temu urządzeniowi, ser jest cieniutki jak bibułka i uwalnia bardzo intensywny aromat.
Ser jest bardzo drogi, 1 kg kosztuje 21€, jednak jest on tak leciutki, że zwykle za kilka różyczek płacę 1€. ;)
W Niemczech kupuję go w Kauflandzie, gdzie na moich oczach, ser zostaje skrobany i pakowany w takie plastikowe pojemniczki.


Rozetki mają czasami przeróżne, zachwycające kształty.




Uwielbiam delektować się jego smakiem, cudownie się urywa taką cieniuteńką bibułkę, która ma tak intensywny smak.
Dlatego wcale się nie dziwię, że ten ser w tak szybkim tempie znika z ich lady. :)

Znacie ten ser, lubicie czy może nie?
Wiecie gdzie w Polsce można go dostać?

Pozdrawiam smacznie. :)
pa pa :*
megi

sobota, 22 września 2012

What a wonderful world

Chciałam się z Wami czymś podzielić, o czym sobie właśnie przypomniałam.
W zeszłym roku w "The Voice of Germany" usłyszałam jedną z najpiękniejszych wersji piosenki Armstronga w duecie.
Słuchając jej zawsze jestem pełna podziwu dla talentów piosenkarzy. Tak gigantyczne kontrasty brzmią dla mnie jak piękno w jego najczystszej formie. Nie potrafię tego inaczej ująć. :)
Przystojny pan w średnim wieku z fantastycznym, chropowatym głosem oraz młody mężczyzna z anielskim, najczystszym głosem, jaki kiedy kolwiek słyszałam. Duet - idealny!
Słuchając piosenki dreszcze nieustannie przechodzą przez moje ciało a łezki szczęścia, wzruszenia oraz podziwu same lecą. :)
Niestety obaj nie wygrali programu, choć Rüdiger był od początku moim faworytem bez dwóch zdań. Mam nadzieję, że jeszcze coś świat usłyszy od obydwóch.
Zapraszam na spektakularne doznania słuchowe. :) Zalecam użycie słuchawek. ;)
Mam nadzieję, że Wam również się spodoba ta wersja.



Całuski :*
pa pa
megi

czwartek, 20 września 2012

Sałatka z buraczków

Dzisiaj zapraszam wszystkich na obiecany przepis na kolejną rosyjską sałatkę.
Ta niby nie ma żadnej szczególnej nazwy, ale również pojawia się jak szuba prawie zawsze na rosyjskich stołach do wszystkiego. :)
Sałatkę tę pokochałam od pierwszego spróbowania i jak dowiedziałam się co jest w środku, aż byłam zdziwiona jak to wszystko idealnie się komponuje.
Ale ja kocham wszystko, co jest związane z buraczkami oraz przede wszystkim z czosnkiem, więc nie trudno było mnie w tym przypadku w pełni zadowolić. ;)


Jak ją przyrządzić?

Potrzebujemy:

- ugotowanych i startych buraczków
- orzechów włoskich połamanych na mniejsze cząsteczki (które w Rosji są orzechami greckimi ;))
- pieprz, ja tej sałatki zwykle nie solę
- wyciśniętego czosnku (na środku na zdjęciu)
- odrobina majonezu 

Oraz, czego zapomniałam dodać na pierwszym zdjęciu:
- rodzynki, które moczymy w gorącej wodzie przez kilka minut do napęcznienia
(dobrze smakuje również z suszonymi śliwkami, ale mi akurat się skończyły)

I gotowe! :))



Sałatka jest przepyszna, w smaku słodko-lekko pikantna. Gorąco polecam, jeśli lubicie składniki. ;)

Pozdrawiam ciepło.
pa pa :*
megi

poniedziałek, 17 września 2012

Mój weekend

Weekend spędziłam w takim magicznym miejscu...

Gdzie droga wzdłuż Odry łączy miasta...
A ludzie mijający serdecznie witają..

 Świeciło piękne słońce..
A jesień wisiała w powietrzu..

Woda lśniła pięknym blaskiem..


Gdzie wszyscy mogą rozkoszować się jej ciszą i ukojeniem..



A krówki delektować się smakołykami z dzikiej przyrody..
Tam, gdzie czasem trzeba przejść przez zwężenie..
aby zobaczyć, co kryje się za nim..


Gdzie dorośli nie zapominają o swojej dziecięcej części w sobie..


Tam, gdzie przy ognisku możemy się ogrzać..
Gdzie czuję się jak w raju!

Spoglądam wstecz i myślę sobie, że na pewno tu wrócę! :))



Dzień zakończyłam najpiękniej jak mogłam. Małe jagniątka wyszły poza płotek i chcąc wejść z powrotem, jedno mocno się w nim zaplątało. Jaka była moja radość, gdy mogłam to mięciutkie i pachnące białe cudo moimi rękoma wydostać i wpuścić do stada.
Na szczęście płot nie był pod prądem. ;)
Serduszko biło mu szalenie, ale mi również. :))

Całuski :**
megi


niedziela, 16 września 2012

Biesiada z Cyganami

Gdy w zeszłym tygodniu pojechałam do Polski, zostałam prosto z drogi wyłapana i wywieziona do lasu... :D
..na biesiadną imprezę z Cyganami. :) Oto mała relacja z tejże zabawy. :)



Króliczki kicały wokół nas. :)

Cyganka po środku miała przepiękną sukienkę, o czym jej później powiedziałam. :) Szkoda, że na zdjęciu już nie prezentuje się tak ładnie jak w rzeczywistości.









Wszyscy świetnie się bawili. :)

"A wszystko te czarne oczy.." :D

A mnie najbardziej fascynowały pniaki. :D (Jak dobrze, że mama miała gumowce dla  mnie :))




Jaka szkoda, że już jest koniec lata i nie będzie przez długi czas okazji na takie biesiadne imprezy. Uwielbiam je. :))
pa pa :*
megi

weltkarte