niedziela, 29 lipca 2012

Peeling z soli morskiej Balea

Kupiłam w tym miesiącu kolejny dla mnie nowy produkt firmy Balea. Jest to peeling do ciała antycellulitowy z solą morską, kosztował 2,95€. Kupiłam go ze względu na pojemniczek, który jest po prost świetny. Pomyślałam sobie, że się przyda, nawet jak peeling się nie sprawdzi. ;) Jest z plastiku, więc nie ma mowy o stłuczenie i jest zamykany jak słoiki z gumą, więc nic się nam również nie rozleje.
Peeling jednak tak mi się spodobał, że znalazł się w ulubieńcach tego miesiąca. :)


Obawiałam się, że sól będzie grubo zmielona i peeling będzie po prostu nieprzyjemny. Jednak myliłam się. Sól jest drobna i dzięki olejom cały zabieg to czysta przyjemność. Na początku musimy oczywiście ten olej, który wędruje za każdym razem do góry, wymieszać z solą.


W składzie są dobre oleje, które po zmyciu i wytarciu ręcznikiem wciąż pozostają w miłym stopniu na skórze. Dodano również kofeinę do składu, też duży plus. :)  Zapach nie powalił mnie na kolana, ale nie jest jakiś nieprzyjemny, więc jest dobrze. Peeling pachnie dość mocno i świeżo.




Jeśli macie dostęp do tego peelingu, to gorąco Wam polecam.
Potrafi być mocniejszy od kawowego, ale można go wręcz idealnie stopniować i wtedy peeling będzie delikatny.
Miłego niedzielnego wieczoru.
pa pa :*
megi

sobota, 28 lipca 2012

OOTD - casual chic

Dzisiaj szybki strój dnia z sukienką maxi w roli głównej. Wraz z kapeluszem i dodatkami uzyskałam taki 'miejski, luźny szyk' jak na to mówię. :)
Sukienkę kupiłam na przecenie w Mohito. Torebkę również, tyle, że bez przeceny, bo i tak była już niedroga. ;) Kapelusz pochodzi z Pimkie, buty z osiedlowego małego obuwniczego. A naszyjnik jest z c&a, bransoletka z house'a, a okulary z h&m.






Filmik ze strojem:




Miłego dnia!
pa pa :*
megi

piątek, 27 lipca 2012

Dzień nad Odrą

Gdy nareszcie po tak długim chłodnym okresie zrobiło się gorąco, wybrałam się na cały dzień nad Odrę. Jakże mogło być inaczej.. ;)
Pogoda dopisała baaaardzo, wykąpałam się, popływałam, miałam swoje 5minut w wodzie i trudno mi było z niej wyjść. :)) 
Łowienie ryb też było. Mój udział w tym był taki, że uwolniłam 2 ryby i wpuściłam z powrotem do wody. :D
Zapraszam na dużą dawkę zdjęć.

Urządziłam sobie małą oazę spokoju w puszczy, z pięknym widokiem na płynącą wodę. :)



A kuku, tu jestem. :)


Zimnaaa :)


Nie wiem jak oni to wykonali, ale to 'coś' wyglądało jak kilka pontonów przyczepionych do siebie na około, a w środku siedzieli sobie na leżakach jak na takiej wysepce.



Moje '5minut'. ;)


Już się znowu stęskniłam za wodą. Patrząc na prognozę pogody, ma się wrażenie, że lato dobiega już końca. :(
Pozdrawiam wszystkich serdecznie.
pa pa :*
megi

czwartek, 26 lipca 2012

Suchy szampon oraz puder Balea

Dzisiaj pragnę Wam przedstawić dwa produkty Balea, po które ostatnio sięgam.

Pierwszy z nich to suchy szampon w wersji 'normalnej'. Koszt to 2,25€.
(Jest jeszcze również wersja 'trend it up'; cała ta seria jest zrobiona na wzór 'got2be' Schwarzkopfa, tyle, że nie testowana na zwierzętach ;))
Skład szamponu jest powiedziałabym tradycyjny dla takich produktów. Alkohol jest w składzie, ale nie na samym początku.
Jeśli użyjemy tego szamponu z normalnej odległości oraz w rozsądnej ilości, to nie pozostawia białego pyłu. Rozczesanie jest wtedy również zbędne. Ja zwykle roztrzepuję włosy i gotowe. :)
Moja skóra głowy niestety już się przez loxon nie przetłuszcza, jednak właśnie po nim zostaje na włosach taki twardy nalot, który takie szampony są w stanie mi usunąć. Dlatego je czasem używam. ;)


Drugi produkt, to puder zwiększający objętość. Koszt tutaj to 1,95€.
Według mnie te pudry nadają się do takiego samego stosowania jak suche szampony, czyli do usuwania tłuszczu, z tymże nie mają alkoholu w składzie. One troszeczkę bardziej też nadają włosom strukturę, być może tutaj ze względu na fruktozę. Więc sprawdzają się idealnie, jeśli pragniemy włosy ułożyć w jakieś spięcie, a są np. świeżo myte i zbyt sypkie.

Puder ma bardzo praktyczne, tekturowe opakowanie. Choć uważam, że o wiele za duże, ponieważ tego pudru w środku jest niewiele, starczyłoby spokojnie o połowę mniejsze pudełeczko. Nie lubię czegoś takiego.
Otwór jest jednak solidnie wykonany, pasek pomarańczowy nie przesuwa się tak łatwo, więc nic nam się nawet w podróży nie powinno wysypać.

Sam puder jest biały. Jak go rozetrzemy, staje się przezroczysty.

Jeszcze definitywnie nie zdecydowałam, który produkt bardziej polubiłam. Choć tendencja idzie w kierunku suchego szamponu, ponieważ po nim włosy są w miarę gładkie. A loxon plus taki puder to troszkę inna bajka. Ale w dni bez loxonu, sprawdza się super. Więc każdy produkt ma swoje odmienne zastosowanie.

Używacie takich produktów, macie swoje ulubione?

pa pa :*
megi

wtorek, 24 lipca 2012

Dwa złote buble

Ostatnio natrafiłam na buble wśród produktów "rozświetlających" do ciała.

Pierwszy z nich to mus firmy Bielenda ze złotą perłą.
Co jest fajne w tym produkcie, to jego konsystencja. Mus jest delikatnym masłem, świetnie się wchłania, nie klei. Początkowo zapach jest miły. Jednak po kilkunastu minutach zmienia się na zapach czystego samoopalacza. Strasznie mi to przeszkadza. Zapach, jak się rozwinie, jest po prostu okropny i długo się utrzymuje. Efektu przybrązowienia nie zauważyłam na ciele, tylko na dłoniach, gdy zapomniałam, że to mus brązujący i nie umyłam od razu rąk. :)
Druga niezbyt miła rzecz, to ta niby 'złota perła'. Myślałam, że efekt rozświetlenia będzie subtelny. A tu się okazuje, że to są małe brokatowe drobinki. O ile na nogach nie rzuca się to w oczy i można to tak pozostawić, o tyle już widząc te drobinki na moich rękach, bardzo mi one przeszkadzały. 
Kamera nie wyłapała tego tak dobrze, widać tylko dwa brokaciki. Jednak na skórze jest ich dużo i rzucają się bardzo w oczy. Nie polecam i nie kupię na pewno ponownie.(Nie wiem nawet czy zużyję do końca, tak mi zapach i te drobinki przeszkadzają.)

Drugi produkt, to olejek do opalania Dax. Wiedziałam, że będzie to tłusty olejek, więc do tego się nie przyczepię. Ja lubię czasem tłuste olejki do opalania. Zapach kokosowy jest bardzo przyjemny i długo się utrzymuje. Pachnie jak olejek monoi z kwiatem tiare.
Jednak ten złoty pył jest tak duży, że wygląda na skórze jakbym osypała się brokatem. Trzyma się też uparcie, nawet po pływaniu.
Na pewno zużyję ten produkt do końca, jestem mniej więcej w połowie. Ale nie kupię go ponownie.

Macie jakieś ulubione produkty tego typu?
pa pa :*
megi

sobota, 21 lipca 2012

Coffee, coffee, coffee

Kocham dobrą kawę i taką sobie z czystej przyjemności dla siebie codziennie rano wykonuję. :) Piję kawę od chyba 17 roku życia, jeśli dobrze pamiętam. Z reguły tylko jedną rano, rzadko kiedy drugą w ciągu dnia. (kawa, jak potwierdzają nowoczesne badania, wcale nie odwadnia, co było jej wiecznie zarzucane)
Piję kawę średnio mocną, gorzką i zawsze ze spienionym mlekiem w dość dużej szklance.
Robię to w tym urządzeniu, które przywiozłam kiedyś z Danii dla mamy mając 12 lub 14 lat. :D
Kiedy kawa mi się zaparza, podgrzewam nieco mleko i wlewam do magicznego urządzenia. ;)
Po czym zamykam i pompuję. :D Nic nie tworzy takiej gęstej piany, jak właśnie to urządzenie.
Et voilà! :))
Jaką najchętniej pijecie kawę?

pa pa :*
megi

piątek, 20 lipca 2012

Dlaczego moje włosy wyglądają wciąż na ...

niezdrowe, napuszone, sztywne...?
Lub inaczej - jak wygląda walka z łysieniem androgenowym z bliska.
Odkąd moje włosy zaczeły wypadać, ich struktura i wygląd kompletnie się zmieniły.
Włosy mocno mi wypadają, rosną w między czasie nowe i tak cały czas w kółko.
Te nowe włosy, które mi rosną, są dziwne. Są ciemniejsze, pokręcone czasem, jakby grubsze lub twardsze od pozostałości i nie tak miękkie jak reszta. Są sztywne i niczym nie można je przygładzić lub wyprostować.
Odstają mi na wszysktie strony, nic nie jest w stanie je ujarzmić.
Z normalnego odstępu moje włosy wydają się być po prostu napuszone, choć nie są. Pomimo dobrej pielęgnacji od lat, wciąż wyglądają na niezbyt zdrowe. A tak wygląda całość naprawdę:

Macie jakieś pomysły na przylizanie takich włosów?
Te zdjęcia były robione, gdy :
-po nocy z olejem, umyłam je płynem facelle, nałożyłam odżywkę Alverde z amarantem, po spłukaniu zimną wodą, popsikałam je mleczkiem jedwabnym z BU zmieszanym z sokiem z aloesu
- w końce wtarłam olej śliwkowy
- a po naturalnym wyschnięciu, przeczesałam i z odrobiną mleczka jedwabnego z aloesem roztartym między dłońmi próbowałam je przylizać
Puh..trochę tego było, a włoski i tak swoje. :)
Im już chyba nic nie pomoże.

Miłej nocy. :)
pa pa :*
megi

czwartek, 19 lipca 2012

Papierówki

Nareszczie doczekałam się moich ulubionych jabłek. :))


Byłam w Pl na zakupach i gdy zobaczyłam papierówki, od razu buzia mi się szeroko uśmiechneła i kupiłam zapas na kolejne dni. Choć znając siebie, to pewnie pojutrze już nic z niego nie zostanie. ;) Oczywiście już w samochodzie nie mogłam się powstrzymać i musiałam zjeść chociaż jedno. :) 
Uwielbiam ich kwaśny smak..pisząc ten wpis, ślinka mi ponownie się zbiera. :D
Gdy mam takie jabłka w domu, to przez jakiś czas mogą to być jedyne owoce, które mnie interesują.
Jabłka są idealnymi owocami na co dzień dla mnie. Zdrowe, pyszne (jeśli kwaśne i twarde;)), mają sporo wit. C, pektyny oraz niski indeks glikemiczny. Czego chcieć więcej? :))

Lubicie papierówki?
pa pa :*
megi

środa, 18 lipca 2012

Ulubiony żel do włosów

Ostatnio natrafiłam na świetny żel do włosów, z którym się w tym miesiącu nie mogę rozstać. :)
Jakiś rok temu kupiłam małą próbkę żelu z Alverde i nie byłam zadowolona. Miał dużo alkoholu w składzie i zostawiał po rozczesaniu biały nalot. Trzymał co prawda dobrze, ale to nie było to.
Ostatnio w dm natrafiłam na to cudeńko i gdy popatrzyłam, że nawet nie ma alkoholu w składzie, od razu wrzuciłam do koszyka. :)
Jest to żel do włosów, który ma mocno utrwalić i nie zostawiać żadnego nalotu. Brzmi dobrze prawda? :)

Nie próbowałam go jeszcze na mokro, więc mogę tylko opisać jak się sprawdza na włosach suchych.
Trzyma naprawdę rewelacyjnie. Ja mam włosy o różnej długości wokół całej głowy, takie niby baby hair. 
Gdy spinam włosy do góry, to wszędzie mi odstają. Ten żel trzyma nawet w małej ilości wszystko w ryzach. Wszystkie włosy są dookoła wygładzone. Przy małej ilości żelu, jest on też nie wyczuwalny i widoczny.
Gdy wychodzę na cały dzień i chcę być naprawdę pewna, że wszystko się przez ten czas utrzyma, to używam większej ilości żelu. Wtedy jest on trochę widoczny, ale nie jest to efekt kompletnej mokrej włoszki.
Żel jest przezroczysty i bardzo gęsty, prawie jak klej.
Po wyczesaniu włosy są tak miękkie, jakby nic na nich było. 
Czasem używanie loxonu ten efekt mi psuje, szczególnie gdy 2 dni pod rząd używam żelu.
Ale i tak nie jest to tak, jak było z Alverde.
Balea tutaj zdecydowanie wygrywa i przy nim na razie zostanę.

Polecam i pozdrawiam. :)
pa pa :*
megi

poniedziałek, 16 lipca 2012

Karuzela oraz Max Mutzke

Pogoda wczoraj dopisała, byłam na karuzeli i załapałam się na koncert na zakończenie imprezy Max Mutzke. :) Dla tych z Was, którzy mieszkają w Niemczech, jest on pewnie znany. Był to pierwszy piosenkarz, którego 'odkrył' Stefan Raab w swoim programie, gdy szukał piosenkarza na Grand Prix w 2004.
Raab napisał mu piosenkę "can't wait until tonight', która osiągneła od razu pierwsze miejsce w listach przebojów.
Max ma niesamowity soulowy głos, aktualnie wyszła jego czwarta płyta. Z tego co mówił, jest ona bardziej jazzowa. Jeszcze jej nie znam, koniecznie muszę to nadrobić, bo zapowiada się ciekawie. Zaśpiewał parę nowych piosenek i były naprawdę świetne.

Ale zacznijmy od początku. :)
Widok z karuzeli na Słubice po drugiej stronie rzeki. :) Dach należy do niemieckiego ratuszu w centrum.

Tutaj już widok na Frankfurt.

Plac w centrum, który jest normalnie parkingiem dla samochodów. Na wszyskich imprezach w roku jest tutaj zawsze małe wesołe miasteczko.

Scena z widownią.

Megi alias 'goofy happy'. :D

Słyszycie to bębnienie z kolumn? :)

A to już Max. :)

Często podchodził do mojej strony i się pięknie uśmiechał, a megi nagle poczuła się jak nastolatka i miała miękkie kolana. :)) Jak niewiele potrzeba. :)




Mieć parę sekund na zdjęcie i z wrażenia nie wiedzieć gdzie jest obiektyw, haha, cała megi. :))

Mój pierwszy w życiu autograf, hehe :)

A na koniec zapraszam na mały wgląd koncertu. To 'łup łup' pochodzi właśnie z kolumny tuż obok mnie. Ona powodowała, że moje organy wewnętrzne drżały w takcie. :)



pa pa :*
megi

weltkarte