wtorek, 29 maja 2012

Piękna Odra

Uwielbiam mieszkać nad rzeką. Zawsze chciałabym mieszkać nad taką. Niekoniecznie tu, gdzie jestem, ale bardzo chciałabym mieć zawsze blisko siebie rzekę. 
Odra jest dla mnie szczególnie piękna pod wieloma względami. Łączy Polskę z Niemcami, mam tutaj to co najlepsze z obu krajów. :) Jest bardzo szeroka, nawet jak woda latem opada. Woda płynie tu bardzo szybko. Po niemieckiej stronie mam blisko do jej pięknych małych 'zatok'. Gdy latem woda lekko opada, uwydatniają się jej piaski, na których można się rozłożyć. Gdy temperatury dochodzą do 30 stopni, to idę właśnie tam popływać. :) Pomimo, że mam blisko do najczystszego jeziora w Brandenburgii, preferuję tą właśnie rzekę. Mam tu niesamowity spokój. Nie słychać samochodów, ludzi też przeważnie nie ma. Tylko mnóstwo różnych ptaków, rechot żab, pluskanie dużych ryb i szelest wiatru w koronach drzew...i ten zapach płynącej wody...tam zawsze czuję się jak w raju. :))
Od czasu do czasu można zobaczyć zwierzęta, których się na co dzień nie widuje, np. pływającego zaskrońca czy padalca, sarny, zające. Latem wypuszczane są stada owiec nad samą rzeką, żeby troche pokosiły wszystko co tu rośnie. :) Mają tutaj ogromny teren, są ogrodzone, ale można do nich wchodzić i pójść nad wodę. Owce są moimi ulubionymi zwierzętami hodowlanymi, więc dla mnie to dodatkowy urok. :)

Kiedy tylko chcę, mam mały relaksujący urlop nad rzeką. Wystarczy kilka minut spędzić w takiej ciszy na łonie natury i czuję się jak nowo narodzona i wracam z dużym uśmiechem do wszystkiego co na mnie czeka. :) Pragnęłabym tylko, aby lato trwało u nas zawsze, żebym mogła zawsze korzystać z tych wszystkich uroków, łącznie z pływaniem.

 Tutaj widać początki piasków, po lewej jest niemiecka strona, a po prawej polska.
Tak blisko mam do cywilizacji. :) To co widać, to niemieckie miasto. Polskie znajduje się po przeciwnej lewej za drzewami. Miasta łączy most nad rzeką. :)
Gdy woda jeszcze trochę opadnie, całe te piaski się połączą i można wtedy na nie wejść. Teraz też można, ale trzeba najpierw kawałek przepłynąć. ;)


Macie takie miejsce, taki mały raj na ziemi, gdzie lubicie najbardziej przebywać?

Pozdrawiam ciepło.
pa pa :*
megi

niedziela, 27 maja 2012

Pędzle bdellium tools

Miałam nagrać w ten długi weekend dla Was filmik, ale musiałam nieoczekiwanie wyjechać na kilka dni, więc niestety nici z filmiku. Ale za to będzie przedsmaczek zdjęciowy. :)
Kilka tygodni temu dostałam wiadomość od strony kosmetyków mineralnych, czy nie chciałabym przetestować nowości i wypowiedzieć swoje zdanie na ich temat. Asia, która tam pracuje, widziała na moich filmikach, że lubię minerały, więc mi zaproponowała współpracę. Jako, że uwielbiam kosmetyki mineralne i używam ich namiętnie od ponad 5-6 lat, zgodziłam się na przetestowanie jakiś nowinek w tym mineralnym świecie. :)
Tak oto otrzymałam zestaw pędzli eco nowej marki bdellium tools, która jest od kilku tygodni dostępna na stronie kosmetyki-mineralne.
Firma ta produkuje profesjonalne pędzle, z których seria zielona oraz żółta jest ekologiczna i wegańska. Czyli rączka zrobiona jest z bambusa, a włosie syntetyczne. 100% cruelty-free :D
Otrzymałam zestaw pędzli do smokey eyes. Składa się on z pięciu pędzli.

Pędzle przychodzą w praktycznym plastikowym opakowaniu. Ja bardzo często wyjeżdżam na kilka dni, więc dla mnie takie małe poręczne opakowania są jak znalazł. Rolka jest prawie tak mała jak dłoń, więc nawet z powodzeniem mieści się w torebce, a pędzle w ten sposób się nie niszczą.
Każdy pędzel dodatkowo jest zabezpieczony folią, więc jeśli jej nie zniszczymy, możemy użyć jej właśnie w trakcie podróży, aby ochronić dodatkowo włosie. Ale nie jest ona konieczna, ta rolka w zupełności wystarcza. ;)
Zestaw składa się z tych oto pędzli, każdy ma osobny numer:
781 Crease 
716 Smoky Eyeliner
760 Liner/Brow
777 Shadow
769 Angled Countour
Włosie jest niesamowicie miękkie, miłe dla skóry powiek, a sam pędzel leciutki jak piórko...
...oraz malutki. :)
Bardzo dobrze współpracują z wszelkimi cieniami, dobrze nakładają oraz rozcierają cienie prasowane, sypkie.
Ale myślę, że więcej opowiem Wam za kilka dni na filmiku. :)

Mam nadzieję, że pogoda Was również tak rozpieszcza jak mnie. :)
Pozdrawiam cieplutko.
pa pa :*
megi

czwartek, 24 maja 2012

EURO 2012...

...czyli w pełnym oczekiwaniu sobie jeżdżę :D
Bardzo lubię piłkę nożną, zazwyczaj oglądam niemiecką ligę i przeważnie tylko drużyny, które lubię. ;)
Już pomału nie mogę się doczekać Euro 2012, na szczęście to już bliziutko. 
Cieszę się, że Lewandowski, Piszczek oraz Kuba grają dla Polski. W tym i zeszłym sezonie mieli fantastyczną fazę w Borussii, więc pokładam wielką nadzieję na polską drużynę. :)
Lubicie piłkę? Zawiesiliście już gdzieś flagi?

Pozdrawiam cieplutko.
pa pa :*
megi

wtorek, 22 maja 2012

Megi w bobie

Kiedyś na filmiku wspomniałam o tym, że nosiłam przez jakiś czas boba w różnych odsłonach. Proszono mnie o zdjęcie, więc proszę bardzo. :)
Najpierw był asymetryczny bob z dłuższym jednym bokiem, po tem miałam dłuższy cały przód z krótszym tyłem. Nie mam niestety zdjęć z tego okresu, ale mam zdjęcie z fazy gdy miałam ochotę na boba prostego z prostą grzywką.


Mi ten bob bardzo się podobał, nie miałam problemu w układaniem, mogłam spokojnie włosy codziennie myć i wszystko zajmowało mi kilka minut. Modelowałam włosy, ale nie zajmowało to długo, bo schły migiem. Nie musiałam się martwić o przesuszenie, bo włosy regularnie co miesiąc podcinałam.
Jednak wtedy moje łysienie dochodziło do najgorszego stanu. Choć tutaj na zdjęciu tego nie widać, to od przodu i góry miałam okropne prześwity. Niestety taka grzywka to bardzo uwydatniała. Więc zaczełam zapuszczać i to było jakieś 3 lata temu. :)

A Wy w jakiej długości włosów czujecie się najlepiej? Mi często marzyły się bardzo krótkie włosy. :))

Pozdrawiam cieplutko.
pa pa :*
megi

poniedziałek, 21 maja 2012

Fantastyczna książka...

...ostatniego czasu! Miałam ostatnio ochotę na książkę w języku niemieckim, ale przez długi czas jakoś żadna mnie nie interesowała na tyle, żeby ją kupić. Tygodniami chodziłam po księgarni i nic. Aż przypadkowo w drogerii :) przechodziłam koło właśnie tej i od razu wpadła mi w oko.
"Po drugiej stronie trawa jest bardziej zielona"
Krótko przeczytałam o co w niej chodzi i czułam, że to będzie coś dla mnie. :))
I się nie zawiodłam! To jest to czego szukałam!
Autorka ma cudowny styl pisania, przez pierwszą połowę śmiałam się non stop, potem były motylki w brzuchu, była łezka i poczucie szczęścia. Po prostu wszystkie emocje zapakowane w piękną historię! Cały czas miałam ten obraz przed oczami, to byłby dobry materiał na świetną romantyczną komedię. :))
Autorka wydała już kilka książek, to jest moja pierwsza. 

Książka ta została opublikowana w 2011. Widziałam również, że jej książki są tłumaczone na język polski. :) Jak tylko wyjdzie ta w Polsce myślę sama o zakupie, jestem bardzo ciekawa jak przetłumaczą niektóre sformułowania, szczególnie koloński dialekt. :D
Nie będę oczywiście niczego zdradzać, ale pokaże Wam co znajduje się na jej stronach. :) A mianowicie co parę stron dodane są po boku lub na górze różne cytaty i życiowe mądrości, które akurat pasują do sytuacji, zarówno w języku niemieckim jak i angielskim. :)
Gorąco polecam Wam tą książkę, historia jest bardzo prawdziwa (choć ma surrealistyczną część) i taka życiowa.
Szkoda, że tej książki nie było już 5 lat temu...

Pozdrawiam cieplutko!
pa pa :*
megi

sobota, 19 maja 2012

Ampułki nawilżające Alverde

Kilka dni temu jechałam do Polski na parę dni, pokończyły mi się wszystkie moje sera i większość olejków, więc nie miałam tak naprawdę co zabrać ze sobą. Nawet gdybym jeszcze coś miała, to niechętnie zabieram ze sobą produkty w buteleczkach, bo już miałam tak, że wszystko mi się rozlało w drodze. Choć znalazłam już patent, przynajmniej jak jadę samochodem. Wtedy zawsze takie rzeczy stawiam koło siebie w miejscu na napoje przy skrzyni biegów i tak mi się nic nie rozlewa. :)
Ale tym razem nie miałam czego zabrać, więc poszłam do dm z myślą o zakupieniu jakiś rybek olejowych no i natknełam się jeszcze na te ampułki.
Są to ampułki nawilżające z algami, kwasem hialuronowym oraz wodą morską.
W opakowaniu znajduje się 7 sztuk a 1ml i kosztowały prawie 4€ jeśli dobrze pamiętam.
(Całkiem sporo jak na 7ml produktu)
Stosuje je się jeden raz dziennie, ja jednak używałam je dwa razy dziennie przed olejem. Tutaj jest skład:
Ampułki są zrobione ze szkła i przed użyciem musimy je np. w papierze toaletowym lub chusteczce przełamać.
Konsystencja tego produktu jest przyjemna. Dzięki glicerynie nie jest to takie typowo wodniste serum, które wchłania się tak szybko jakbyśmy położyły na twarz samą wodę. Ale nie zostawia również tłustej warstwy, tylko taką gładką skórę.
Co do działania nawilżającego nie mogę zbyt wiele powiedzieć, jednak moja skóra była z tym produktem oraz olejem zadowolona, więc myślę, że produkt dobrze nawilża.
Alverde konserwuje swoje produkty alkoholem, takie ampułki zwykle nie posiadają żadnych innych konserwantów i nie wiem czy to wina tego czy tylko zbieg okoliczności, ale zaczełam się na wieczór znowu mocno rumienić.(Choć jest to teraz ulubiony sezon mojej skóry i zwykle mocny rumień w lecie daje mi spokój)
Kupiłam sobie jeszcze drugie ampułki Anti-Aging tej firmy i sprawdzę to jeszcze przy tamtych, bo tam również znajduje się mała ilość alkoholu.
Jeśli nie jesteście wrażliwi na alkohol, to ta kwestia nie będzie dla Was problematyczna.
Ja muszę to jeszcze dokładnie sprawdzić. Mam nadzieję, że to tylko przypadek, bo podabają mi się takie produkty. Bardzo często gdzieś wyjeżdżam i takie kosmetyki w poręcznych porcjach są dla mnie jak znalazł.

Macie jakieś ulubione produkty w takich ampułkach lub rybkach?

Pozdrawiam ciepło.
pa pa :*
megi

piątek, 18 maja 2012

Paczka od wizaz-club

Wracająz z Polski zachaczyłam o Pocztę i właśnie odebrałam paczkę od założycielki strony wizaz-club. Zaczynając z moim kanałem zgodziłam się również na wstawianie moich filmików na tym portalu, ale rezygnowałam dotąd z otrzymywania kosmetyków.
Jednak Monika, założycielka tego portalu, chciała mi podziękować za to, że wstawiam tam regularnie swoje filmiki.
Bardzo miłe z jej strony prawda? :)
Przyjełam więc z przyjemnością podziękowanie, nie wiedząc zupełnie co otrzymam.
Nie spodziewałam się, że będzie tego aż tyle.
Zobaczcie sami:
Otrzymałam:
z Flosleku: Krem maseczka oraz krem półtłusty na naczynka, kojący balsam do ciała
Pharmaceris: filtr SPF30 nawilżający oraz fluid kryjący barwiony SPF20 nr.03 bronze
maskę kolagenową hydrożelową Beauty Face oraz maskę aloesową BioDermic
lakier do paznokci Virtual magic nails nr. 405
Senna Lip Lacquer w odcieniu Tempest
oraz próbki kosmetyków Jadwiga: krem matująco-antybakteryjny, krem bionawilżający oraz naturalny peeling z mikrocząsteczkami wosku jojoba

Jestem bardzo ciekawa tych masek, szczególnie tej hydrożelowej oraz fluidów Pharmaceris.

Bardzo dziękuję za miłą niespodziankę! :))

Pozdrawiam cieplutko.
pa pa :*
megi

poniedziałek, 14 maja 2012

Moje pędzle Everyday Minerals


Wspominałam parę razy o pędzlach Everyday Minerals na moim kanale, a dzisiaj pokażę je Wam z bliska. 
Jak wiele z Was pewnie wie, jestem miłośniczką kosmetyków mineralnych. Uwielbiam te niecodzienne kolory i faktury ich cieni do powiek czy róży, idealne odcienie podkładów, składy.. Ale dzisiaj nie będzie o tym, tylko o pędzlach. ;)
W swojej kolekcji mam (jak na razie:)) 4 pędzle.
Moje pierwsze pędzle kupiłam już wiele lat temu (jakieś 6lat wstecz). Zamawiałam wtedy jeszcze ze strony w USA. No i to była miłość od pierwszego spojrzenia i przede wszystkim użycia. :))
Pędzle tej firmy są syntetyczne, wegańskie, co dla mnie z biegiem czasu, stało się bardzo istotne. Mają bambusową rączkę, więc równiez bardzo eko. :) (Carina, która stworzyła tą markę ma naprawdę świetną filozofię jeśli chodzi o użyte surowce i wyrób kosmetyków. Na pewno możemy mieć dobre sumienie wspierając tą właśnie firmę. :))
Ale najnajnajwiększą zaletą tych pędzli jest ich nieziemska miękkość.
Nie spotkałam się dotąd (w moim już dość długim życiu :)) z bardziej miękkimi pędzlami.
W zeszłym roku kupiłam kilka pędzli Real Techniques i owszem są miękkie. Ale jeśli ma się porównanie do pędzli EM, to tamte mogą się daleko schować. ;)
Co jest również świetne, to fakt, że po tylu latach używania i prania ta miękkość nic a nic się nie zmieniła. Chyba nawet ani jeden włos nie wyszedł z pędzla, co jest po prostu nienormalne, w pozytywnym sensie. :)

To tyle jeśli chodzi o wstęp, pokaże Wam teraz jakie pędzle dokładnie mam i do czego się nadają lub do czego ja je lubię używać. :)

Pierwszy pędzel to pędzel Flat Top Brush.
Był to mój całkowicie pierwszy zakup. Wtedy był ogromny bum na tego typu pędzle. :)
Nałożenie podkładu czy pudru tym pędzlem spowoduje, że otrzymamy większe krycie. Pędzel jest bardzo zbity i gęsty.  Nadaje się do wszystkich produktów, którymi chcemy uzyskać mocniejsze krycie. Możemy nim stemplować twarz jak i rozcierać produkt. Zarówno na sucho jak i na mokro. To dotyczy wszystkich pędzli EM.
Powinnam powiedzieć, że po tym jak zamówiłam sobie ten kolejny pędzel, czyli Long Handled Kabuki, ten flat top odszedł trochę na bok. A to dlatego, że po prostu zauważyłam, że uwielbiam bardziej pędzle typu kabuki, właśnie tak zaokrąglone jak ten. Przyznaję się, że jest on moim ulubieńcem cały czas odkąd go mam. :)
To jest prawdziwy pędzel multitasking. Tym jednym pędzlem możemy zrobić cały makijaż twarzy. Idelnie dopasowuje się do powierzchni twarzy, świetnie wpracowywuje produkt w naszą skórę ale też pięknie rozciera granicy np. bronzera. Tym pędzlem uwielbiam nakładać podkład mineralny, puder, róż, bronzer..wszystko co idzie na twarz. :)

Jego mniejszy brat, czyli Eye Kabuki Brush, jest idealny do mniejszych zadań i jest również moim ulubieńcem.
Ten pędzel jest świetny do wszelkich korektorów, do nałożenia podkładu w poszczególnych mniejszych partiach twarzy, jak i również do szybkiego nałożenia jednego cienia na całą powiekę czy jego roztarcia.

Ostatni pędzel, to pędzel typu duo fibre, czyli Blender Face Brush.
To jest już pędzel (w porówaniu do tych powyższych) mniej zbity, ale wciąż bardzo gęsty i miły jak wszystkie. Jest mniej zbity w tych białych włoskach, bo tylko te są właśnie takie długie, jak na duo fibre przystało.
Również jest to pędzel multitasking. Jeśli lubicie takimi pędzlami nakładać podkłady, to ten również do tego się nadaje. Można nim nałożyć wszelkie pudry, bronzery oraz róże. Tak właśnie u mnie się sprawdza. :)

Muszę powiedzieć, że nie trzymam się sztywno jakiś reguł jeśli chodzi o to, który pędzel do czego. Sięgam zawsze po ten, na który mam akurat ochotę. :)
Pędzle może nie są najtańsze, ale tutaj widać, że płacimy naprawdę za jakość produktu. Są zdecydowanie warte swojej ceny. :)

Macie jakieś pędzle EM?

Pozdrawiam ciepło.
pa pa :*
megi

niedziela, 13 maja 2012

Miesiąc na drożdżach i włosy w maju

Dzisiaj wieczorem wypiję 27 szklankę drożdży, więc przyszedł czas na podsumowanie. :)
Oprócz tego jednego dnia, nie pominełam picia. To było zaraz na drugi dzień, gdy miałam problemy z brzuchem, po tym jak w pierwszy dzień spróbowałam drożdże rozpuścić tylko w wodzie i nie mogłam tego przełknąć, więc dodałam miodu i to mi zaszkodziło. Widocznie były jeszcze za ciepłe na dosładzanie.
Od dnia trzeciego do końca piłam je tylko z mlekiem i tak mi szło najlepiej.
Piłam je zawsze późnym wieczorem.
Przez pierwsze 10 dni piłam 1/4 kostki 100g.
Przez następne 8 dni rozpuszczałam całą kostkę drożdży 42g, a po tym czasie już 1/3 kostki 100g.
Skutków ubocznych nie miałam. Kilka niedoskonałości, które się pojawiły, okazały się być po prostu comiesięczną kobiecą dolegliwością. Tak szybko jak się pojawiły, tak szybko też znikneły i do tej pory nie pokazały się ponownie. Więc wysupu od drożdży nie miałam.
Nowego 'Baby hair' czyli meszku również nie zauważyłam. Ja od zawsze naturalnie mam ten meszek na całej głowie. Już jako dziecko babcia na mnie mówiła roztrzepaniec, bo ciągle gdy czesała mnie na gładko, krótkie włosy wystawały wszędzie do okoła i wyglądałam jakbym dopiero co szalała na dworze. :) (Pomijając fakt, że rzeczywiście byłam typową 'chłopaczarą' :D) Odkąd pojawiło się u mnie łysienie, to ten meszek jeszcze się zwiększył. Włosy w dużej ilości wypadają, ale też rosną.
Dlatego pewnie moje włosy tak mocno się plączą i trudno mi je rozczesać.
Nawet słynny tangle teezer niestety u mnie się nie sprawdził. Mój meszek widać nie tylko na czole wokół linii włosów, ale również gdy je suszę na szczotce, to różnej długości włosy na całej głowie latają na wszystkie strony w trakcie suszenia.
Odkąd mam ten zwiększony meszek, moje włosy nie wyglądają już tak ślisko i gładko jak kiedyś. Ten cały sterczący 'puch' na całej długości głowie na zdjęciach, to właśnie to.

Teraz do -jak dla mnie- najistotniejszego punktu, dla którego w ogóle zdecydowałam się pić drożdże.
A mianowicie do przyrostu. Po tym jak w kwietniu moje włosy zostały po bokach za dużo podcięte, chciałam żeby szybciej mi odrosły. Tutaj niestety się rozczarowałam. :(
O ile włosy na zdjęciu wydają mi się znacznie dłuższe (po bokach przynajmniej),
o tyle centymetr mówi niestety co innego. Urosły mi tylko standardowy centymetr.
Nie wiem czy ja jestem odporna na działanie czy może muszę dać temu wszystkiemu parę tygodni więcej czasu.
Może najpierw te wszystkie dobre składniki muszą się skumulować w organizmie i dopiero po jakimś czasie mają wpływ na włosy. Może też nierówno urosły i niektóre pasma faktycznie bardziej się wydłużyły. Sama nie wiem..
Ale postanowiłam kontynuować jeszcze przynajmniej przez 2 tygodnie, żeby się dowiedzieć. Jak po maksymalnie 4 kolejnych tygodniach przyrost będzie znowu taki sam, to dam sobie z tym spokój. Ale przynajmniej będę wiedziała na przyszłość. ;)

Lange Rede - kurzer Sinn (długa mowa - krótki sens), pokażę Wam po prostu zdjęcia w porównaniu. :)


kwiecień - po nieudanym ścięciu
maj
kwiecień - roztrzepane palcami
maj
Patrząc na to zdjęcie włosy długością przypominają mi moje włosy z kwietnia zanim je podciełam, więc nie jest już tak źle:




Jak poszło Wam na akcji drożdżowej? Mam nadzieję, że włosy urosły Wam dłuższe niż mi. :)

Pozdrawiam cieplutko.
pa pa :*
megi

piątek, 11 maja 2012

Odżywka wzmacniająca do włosów Joanna


Dzisiaj napiszę parę słów o odżywce Joanny. 
Będzie to naprawdę tylko parę słów, bo jest to dla mnie totalny bubel.

Co obiecuje producent?
Włosy mają być puszyste, mocniejsze i łatwiejsze w rozczesaniu.
Co ta odżywka robi z moimi włosami?
Zupełnie nic! Jeszcze chyba nigdy nie używałam jakiegoś produktu, który zupełnie nic nie robi. A ta odżywka zachowuje się tak, jakbym sobie zagęściła czymś wodę i tak kładła na włosy. Zero poślizgu czy ułatwienia w rozczesaniu, włosy nie są milsze w dotyku ani bardziej puszyste, nie robi po prostu nic.
Jestem rozczarowana tą odżywką. A myślałam, że ją również polubię tak jak balsam Joanny b/s. Ten u mnie całkiem dobrze się sprawdza. Szczególnie odkąd zaczełam rozcieńczać go sokiem z aloesu lub gdy zakładam ręcznik na parę minut po nim. 
Miałyście już do czynienia z tą odżywką?
Nie polecam jej. Zdecydowanie lepszym rozwiązaniem będą domowe płukanki ziołowo-octowe lub mgiełki do włosów na bazie ziół.

Udało mi się wczoraj 'dorwać' ostatnie gałęzie bzu.
Lubicie ten zapach? Ja uwielbiam ten świeży zapach kwiatów. Szkoda, że kwitnie tak krótko, a olejki eteryczne niestety temu zapachowi nie dorównują.

Pozdrawiam cieplutko.
pa pa :*
megi

czwartek, 10 maja 2012

OOTD w Berlinie

Byłam wczoraj w moim dawnym mieście, czyli Berlinie. Ostatnio coś często tam jeżdżę, łapie mnie chyba nostalgia. ;)
Znalazłam chwilkę, więc nagrałam szybki strój dnia. Ubrałam się na luzie, wygodnie - jak na małą wycieczkę przystało - no i wiosennie. :)
Spodnie w kwiaty były moim głównym akcentem, tak to miałam na sobie zwykły biały t-shirt, marynarkę casualową no i moją "torebkę do wszystkiego". :)
Jedynym dodatkiem był naszyjnik z h&m..
 I pastelowe duże okulary, równiez z h&m.
Jeśli macie ochotę na wersję filmikową, to zapraszam serdecznie.

Mam nadzieję, że pogoda i dobry humor Wam dopisuje.
Pozdrawiam ciepło.
pa pa :*
megi

środa, 9 maja 2012

Lashfood

Przez wiele miesięcy szukałam i czekałam cierpliwie, aż pojawi się aukcja na ebayu lub dobra oferta na amazonie z tym produktem i się w końcu doczekałam. :D
A chodzi mi o odżywkę do rzęs Lashfood.

Normalnie można ją kupić za 330PLN! Szczerze - nie byłabym gotowa tyle wydać na jakikolwiek kosmetyk, tym bardziej za tylko 5ml. To przecież zdzierstwo!
Ja zapłaciłam za tą odżywkę 36,50€ już z przesyłką. Kupiłam ją na ebay.
Ta cena brzmi o wiele lepiej prawda? :)
Choć i tak uważam, że to bardzo dużo. Ale każda kobieta pragnie mieć ładne, możliwie naturalne rzęsy, więc na tym zarobek jest. ;) 
Mówiąc o naturalnych rzęsach..chciałam właśnie ten produkt, a nie inny z tańszych dostępnych, właśnie ze względu na jego naturalny skład i z faktu, że jest nie testowany na zwierzętach.
Jest to odżywka peptydowa, w skład której, oprócz peptydów i protein, wchodzą składniki roślinne, witaminy oraz adenozyna i arginina. Skład bardzo mi odpowiada, przynajmniej teoretycznie. ;) 
Odżywkę dzisiaj właśnie otrzymałam z Anglii, więc dopiero od dzisiaj zaczną się testy.
Mam nadzieję, że nie okażę się uczulona na jakiś składnik.
Trzymajcie kciuki. :)
Odżywkę nakłada się raz dziennie na wieczór w ten sam sposób jak eyelinery.

Próbowałyście tej odżywki? Czy używacie innych?

Pozdrawiam cieplutko!
pa pa :*
megi

niedziela, 6 maja 2012

Drugi i trzeci tydzień na drożdżach

Dzisiaj mija 21 dzień picia drożdży. :) W połowie drugiego tygodnia skończyły mi się drożdże babuni, więc musiałam kupić niemieckie drożdże. W Niemczech opakowanie drożdży zawiera 42g  i kosztuje tylko 9 centów.
Czy róznią się od drożdży babuni?
Tak! Niemieckie drożdże są bardziej suche, gdy rozbijam je w szklance, to rozpadają się na takie suche kawałki, rozpuszczają się tak samo dobrze, bez jakiś grudek - na szczęście.
I wielkie zaskoczenie - smakują zupełnie inaczej.
Trudno mi określić jak dokładnie smakują, ale są łagodniejsze w smaku. Po moim przyzwyczajeniu już do polskich drożdży, było to dla mnie dziwne. :)
Zwiększyłam z nimi 'dawkę' - rozpuszczałam całą kostkę 42g, to było dość specyficzne do połknięcia. :)
Tak robiłam przez tydzień. Po tym czasie miałam znowu dostęp do polskich drożdży, więc znowu kupiłam drożdże babuni. I wciąż rozpuszczam je tylko w mleku, bez dodatków, z tym że już 1/3 kostki.
Nie myślałam, że tak długo będę je dzielnie piła.
Nawet zaczynają mi ostatnio na tyle smakować, że stanowią czasem mój ostatni 'posiłek'. :D Często pije je dopiero pół godziny przed snem i jakoś tak mi dobrze. :)
Zmieniło się jeszcze to, że mogę pić je już jak są jeszcze trochę letnie i mój żołądek się nie odzywa. :))
Wysyp, o którym pisałam po pierwszym tygodniu, wysypem drożdżowym nie był.
Tak szybko jak te kilka niedoskonałości się pojawiło, tak szybko też znikneły.
Więc były to pewnie po prostu comiesięczne dolegliwości. :)

Jak Wam mija akcja?

Pozdrawiam cieplutko w tą zimną niedzielę.
pa pa :*
megi

sobota, 5 maja 2012

Mała refleksja

Wczoraj dostałam maila i chciałabym się nim z Wami podzielić. :)

LEKCJA Zycia...
Taksówkarz z Nowego Jorku napisał:

Przyjechałem pod adres do klienta, i zatrąbiłem. Po odczekaniu kilku minut, zatrąbiłem ponownie. To miał być mój ostatni kurs tego wieczoru i pomyślałem że wrócę do "bazy", ale zamiast tego zaparkowałem samochód, podszedłem do drzwi i zapukałem. "Minutkę!", odpowiedział wątły, starszy głos. Usłyszałem odgłos tak jakby coś było ciągnięte po podłodze...

Po długiej przerwie, otworzyły się drzwi. Stała przede mną niska , na oko dziewięćdziesięcioletnia kobieta. Miała na sobie kolorową sukienkę i kapelusz z dopiętym welonem; wyglądała jak ktoś z filmu z lat czterdziestych.

U Jej boku była mała nylonowa walizka. Mieszkanie wyglądało tak, jakby nikt nie mieszkał w nim od lat. Wszystkie meble przykryte były płachtami materiału.

Nie było zegarów na ścianach, żadnych bibelotów ani naczyń na blacie. W rogu stało kartonowe pudło wypełnione zdjęciami i szkłem.

"Czy mógłby Pan zanieść moją torbę do samochodu?", zapytała. Zabrałem walizkę do auta, po czym wróciłem aby pomóc kobiecie.

Wzięła mnie za rękę i szliśmy powoli w stronę krawężnika.

Trzymała mnie za ramię, dziękując mi za życzliwość. "To nic", powiedziałem, "Staram się traktować moich pasażerów w sposób, w jaki chciałbym aby traktowano moją mamę."

"Och, jesteś takim dobrym chłopcem" , odrzekła. Kiedy wsiedliśmy do samochodu, dała mi adres, a potem zapytała: "Czy mógłbyś pojechać przez centrum miasta?

"To nie jest najkrótsza droga", odpowiedziałem szybko, włączając licznik opłaty.

"Och, nie mam nic przeciwko temu", powiedziała. "Nie spieszę się. Jestem w drodze do hospicjum..."

Spojrzałem w lusterko. Jej oczy lśniły. "Nie mam już nikogo z rodziny", mówiła łagodnym głosem. "Lekarz mówi, że nie zostało mi zbyt wiele..."

Wyłączyłem licznik... "Którędy chce Pani jechać?"

Przez następne dwie godziny jeździliśmy po mieście. Pokazała mi budynek, gdzie kiedyś pracowała jako operator windy.

Jechaliśmy przez okolicę, w której żyła z mężem jako nowożeńcy. Poprosiła bym zatrzymał się przed magazynem meblowym który był niegdyś salą balową, gdzie chodziła tańczyć jako młoda dziewczyna.

Czasami prosiła by zwolnić przy danym budynku lub skrzyżowaniu, i siedziała wpatrując się w ciemność, bez słowa.

Gdy pierwsze promienie Słońca przełamały horyzont, powiedziała nagle "Jestem zmęczona. Jedźmy już proszę". Jechaliśmy w milczeniu pod wskazany adres. Był to niski budynek z podjazdem, tak typowy dla domów opieki.

Dwaj sanitariusze wyszli na zewnątrz gdy tylko zatrzymałem się na podjeździe. Musieli się jej spodziewać. Byli uprzejmi i troskliwi..

Otworzyłem bagażnik i zaniosłem małą walizeczkę kobiety do drzwi. Ona sama została już usadzona na wózku inwalidzkim.

"Ile jestem panu winna?" Spytała, sięgając do torebki.

"Nic", powiedziałem.

"Trzeba zarabiać na życie", zaoponowała.

"Są inni pasażerowie," odpowiedziałem.

I nie zastanawiając się kompletnie nad tym co robię, pochyliłem się i przytuliłem Ją. Objęła mnie mocno.

"Dałeś staruszce małą chwilę radości", powiedziała. "Dziękuję".

Uścisnąłem jej dłoń, a następnie wyszedłem w półmrok poranka .. Za mną zamknęły się drzwi - był to dźwięk zamykanego Życia ..

Tego ranka nie zabierałem już żadnych pasażerów.Jeździłem bez celu, zagubiony w myślach. Co jeśli do kobiety wysłany zostałby nieuprzejmy kierowca, lub niecierpliwy aby zakończyć jego zmianę? Co gdybym nie podszedł do drzwi, lub zatrąbił tylko raz, a następnie odjechał?

Myśląc o tym teraz, nie sądzę, abym zrobił coś ważniejszego w całym swoim życiu.

Jesteśmy uzależnieni od poszukiwania emocjonujących zdarzeń i pięknych chwil, którymi staramy się wypełnić nasze życia.

Tymczasem Piękne Chwile mogą przydarzyć się nam zupełnie nieoczekiwanie, opakowane w to, co inni mogą nazwać rutyną. Nie przegapmy ich...



Pozdrawiam ciepło!
pa pa :*
megi

piątek, 4 maja 2012

Pirat, papuga, legwan oraz megi - czyli wspomnienia lata

Zaczynam już bardzo tęsknić za urlopem. Marzy mi się ciepły kraj, morze oraz niekończące się piaski.
Nie wiem czy w tym roku na taki się wybiorę, dlatego przywracam sobie do pamięci zeszłoroczny urlop z moją najlepszą przyjaciółką, czyli moją mamą :))
Byłyśmy we wrześniu w Turcji, w okolicach Belek.
Tylko my dwie, daleko od problemów codziennych, ciepłe morze oraz gorące piaski. :)
Pogoda była cudowna, rozpieszczała nas każdego dnia. Morze było bezroczyste na parę metrów, bardzo czyste z dużymi falami. :) Udało mi się również przeżyć coś nowego. Byłam na parasailingu pierwszy raz w życiu i było niesamowicie. Nie wiem czy uda mi się przerobić video, które mama kręciła w trakcie mojego lotu z motorówki, bo coś się zepsuło z formatem i nie mogę tego naprawić. Zobaczę czy coś uda mi się wykombinować, bo widoki były przepiękne. Szczególnie dla mnie. ;) Ja nie mogłam mieć kamery tam u góry, bo chciałam wylądować w morzu na końcu.
Boję się wysokości, ale zgodziłabym się jeszcze raz na takie coś, ale tym razem najchętniej z kimś obok mnie.
Ta wysokość i widoki były po prostu nieziemskie. Dzięki temu, że leciałam sama i wiatry mi sprzyjały, byłam przerażająco wysoko. Turek, który mnie zabezpieczał, pytając się o moją wagę, skomentował to tak: To módl się, bo polecisz bardzo wysoko. Budujące prawda? :/
Czułam się naprawdę bardzo blisko nieba.
To była jedna z tych chwil, w których przypominamy sobie jacy jesteśmy mali i jaki świat jest piękny, nie zwarzając na jego problemy. Bardzo się tam u góry wzruszyłam i to nie ze strachu. :)
Naprawdę gorąco polecam, jeśli jeszcze tego nie próbowaliście. To jest przeżycie, które długo się pamięta. :)

Któregoś dnia przechodził koło nas pirat ze zwięrzątkami i dałam się mamie namówić, żeby zrobić sobie z nimi zdjęcia. Efekty możecie zobaczyć niżej. :)
Przepraszam za jakość, skan był do niczego, więc zrobiłam zdjęciom zdjęcia. :))

Czyżby to był prawdziwy Jack Sparrow? :)

Co na to papuga? :)
Nie spodziewałam się, że okaże się taka ciężka, a jej pazury nieźle wbijały się w moje ciało. :) Ale była po prostu urocza. :))

Jednak najbardziej, nawet bardziej niż turecki pirat (haha) uwiódł mnie legwan. :))
Gdzie on niby jest? :)
Strasznie mi się spodobał, był ciepły i bardzo umięśniony. :)


Wybieracie się na jakiś urlop w tym roku? Gdzie najchętniej byście polecieli lub pojechali?


Pozdrawiam Was cieplutko i życzę miłego, ciepłego weekendu!
pa pa :*
megi

weltkarte